Jestem na ostatnim roku studiów i bardzo chcę pojechać do Ameryki! Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to to lato spędzę w stanie Wisconsin, w mieście Wisconsin Dells.
Ofertę pracy (offer) znalazłam sama. W momencie, gdy byłam już zupełnie zdesperowana... W umowie jest napisane, że ofertę należy oddać do sprawdzenia na 3 miesiące przed wylotem. Dla mnie ostatecznym terminem był 25 lutego, a udało mi się złożyć ofertę 19 lutego. Moja pracodawczyni (Susan) wypisała mi ofertę dzień po naszym poznaniu. Nie jest to pierwsze lato, kiedy pracują u niej studenci z Rosji, a w tym roku oprócz mnie będzie jeszcze troje.
A dzień wcześniej prawie otrzymałam inną ofertę. Inna pracodawczyni (Alice) obiecała mi wypisać ofertę jutro i... zniknęła. Chwilę później napisała, że była zajęta i zapytała, czy nadal potrzebuję oferty. Podziękowałam jej i odmówiłam. Ta decyzja przyszła mi z trudem, ponieważ wyczytałam na forum, że trzeba mieć zapasową ofertę. Ale nie chciałam też oszukiwać Alice. A oferta wypisana przez Susan mi odpowiada. To jest to, czego chciałam. Praca z jedzeniem w jadłodajni. Będę wydawać jedzenie i stać na kasie.
