List z 31 sierpnia
Nadawca: Anastasija Lebedeva, Lotnisko w Houston, Teksas
Odbiorca: Julia Keda, Kazachstan
Cześć, Jul! Przygody trwają. Piszę te słowa i nie mogę uwierzyć, że to nam się przydarzyło.
9:40. Siedzimy w terminalu E. Trudno opisać to, co właśnie przeżyłyśmy. Tak, spóźniłyśmy się na samolot! Jak zauważyli Zombi i Żenia, wydarzenia jak z filmu!
Budzik zadzwonił o 5:30. Usłyszałam głos Ani: „Wstawaj szybko! Jeśli przegapimy pierwszy autobus, spóźnimy się na samolot!”
Nasz lot do Flagstaff w Arizonie jest o 9:20. O śniadaniu nie ma mowy. Przychodząc na przystanek, z żalem odkryłyśmy, że autobus właśnie odjechał, a następny będzie dopiero za pół godziny. No, myślę, czas jeszcze jest. Specjalnie wstałyśmy wcześniej, żeby choć na drugi autobus zdążyć. Przeszukując kieszenie, nie znalazłyśmy drobnych. A musimy jechać z przesiadkami, jeszcze w Arizonie trzeba będzie jechać autobusem. Pobiegłam z powrotem do hostelu, gdzie oczywiście drzwi były zamknięte. Rozmieniłam dwudziestkę, biegiem na przystanek. Oddech nierówny, oto co znaczy nie uprawiać sportu.
Ania jest zła. Humoru brak. Pokłóciłyśmy się. W końcu przyjechał autobus. Załadowałyśmy ogromną walizkę, przyjechałyśmy do centrum, tam czekałyśmy z 30 minut, może dłużej. Przyjechał autobus 102, który miał nas zawieźć na lotnisko. Jesteśmy głodne jak wilki, do lotniska godzina jazdy. „Na lotnisku zjemy – tam powinien być Makdak!” - mówi Ania.
Przyjechałyśmy na lotnisko do terminalu C. Gdzie mamy iść? Ania sprawdziła w internecie, nasze linie lotnicze znajdują się w terminalu A. Zeszłyśmy na dół, wsiadłyśmy do pociągu, dojechałyśmy do terminalu A. Przypomniałyśmy sobie, że walizka waży więcej niż trzeba. Musiałyśmy przełożyć rzeczy do plecaka. Potem przeszłyśmy odprawę online, wzięłyśmy bilety, zapłaciłyśmy 25 dolarów za walizkę. Głód daje o sobie znać. Spojrzałyśmy na zegarek. Jaki McDonald's?! My NIE mamy czasu. Boarding JUŻ się zaczął! Patrząc na bilet, z przerażeniem odkryłyśmy, że nasz lot będzie z terminalu E, do którego znowu trzeba jechać pociągiem! Zeszłyśmy na dół. Pociągu nie ma. Czekamy. Powinien jeździć co trzy minuty. Gdzie? Czasu nie ma. Denerwujemy się. Boarding już trwa!!! Musimy jeszcze przejść przez kontrolę bezpieczeństwa!
Pociąg! W końcu! Nasz terminal E znajduje się obok terminalu D. Więc kiedy wysiadłyśmy z pociągu, trzeba było jeszcze znaleźć nasz terminal. Wjechałyśmy schodami ruchomymi do góry i zobaczyłyśmy ogromną kolejkę do kontroli bezpieczeństwa. Do odlotu 20 minut. Boarding zakończony. Podchodzimy do każdej osoby w kolejce i prosimy, żeby nas przepuściła. Ludzie wszyscy przepuszczają, życzą szczęścia. Szybko zrzuciłyśmy buty, załadowałyśmy rzeczy do specjalnych pojemników, przeszłyśmy przez specjalną bramkę i pobiegłyśmy dalej! Biegniemy z drugą walizką, w rękach 2 rolki fototapety, na szyi aparat, buty założyłam jak kapcie, Ania boso! Na złość, nasza bramka E1 jest na samym końcu. Dobiegłyśmy, a nam mówią, że samolot właśnie odleciał...
Na zegarku 9:17. Nie wiem, co robić. Tak trudno było nam zdobyć te bilety. Gdzie nasza walizka? Leci do Flagstaff przez Phoenix, a my jesteśmy na lotnisku w Houston. Łzy w oczach. Denerwuję się. Wszystko przez to, że przegapiłyśmy pierwszy autobus! Ania też zmęczona niepowodzeniami, niczego nie chce.
Prosimy pracownicę lotniska Bush o pomoc. Dzwoni do innej, mówi, że nam pomogą! Komu się nie zdarza? Wielu się spóźnia. Naprawdę? Wydaje mi się, że tylko nam nie wychodzi. Zwłaszcza po tym, jak nasz lot do Nowego Orleanu odwołali i nie wiedziałyśmy, co zrobić.
Poszłyśmy dalej. Ania nie może znaleźć swojego telefonu. „Wszystko przez to, że nie mam kieszeni w spodniach! Nie ma gdzie go włożyć!” Znowu pech! Pobiegła z powrotem do kontroli bezpieczeństwa szukać telefonu. Czekam.
Inna kobieta zgodziła się zmienić nam bilety. Następny lot do Phoenix o 11:29! I nas na niego wsadzą! Jak dobrze, że mamy 3 godziny czekania między lotami. Wtedy zdążymy na swój samolot z Phoenix do Flagstaff! Miałyśmy dużo szczęścia, że spotkałyśmy dobrych ludzi! Zmieniły nam bilety, Ania znalazła swój telefon! Ochrona nic nie mogła z nim zrobić, mówią, że jest w dziwnym języku! Wszystko się ułożyło! W stanie po szoku kupiłyśmy kawę w Starbucksie i po prostu usiadłyśmy przy stoliku, żeby moralnie od tego wszystkiego odpocząć! Tyle się wydarzyło tego ranka! Łzy rozczarowania zastąpiły łzy radości. Pijemy wyśmienitą kawę. Czekamy na swój lot. Następny lot. Wszystko dobrze. Tak jak powinno być.

