Już pierwszy kwietnia!))))) Nikomu nie wierzcie!! A mnie już zdążyli nabrać - w pół do pierwszej w nocy!)
No więc, został tydzień... (no, trochę więcej, ale jaka różnica, dzień w tę czy w tamtą)))). Po prostu chcę już jak najszybciej znaleźć się w murach ambasady, a jeszcze szybciej wyjść stamtąd z upragnioną wizą)))) xD
Wszyscy mnie nastraszyli, że 12 godzin w autobusie to ciężka sprawa (a jeśli doliczyć jeszcze 12 godzin powrotu - to cała doba!))))) Chociaż uwielbiam podróże. Siedzi się w autobusie, a on jedzie i jedzie... Za oknem krajobrazy, a ty masz mnóstwo czasu, żeby o czymś pomyśleć. Powiedzcie, kiedy ostatnio leżeliście na łóżku i po prostu przez 5-6 godzin o czymś myśleliście? No właśnie, nigdy)))) Bo ciągle gdzieś pędzimy, musimy coś robić, komunikować się!) A pomyśleć czasem bywa baaardzo przyjemnie...
A jazda w nocy - to w ogóle jest super))))) (przynajmniej dla mnie)
Tak. Coś zeszłam z tematu wpisu)
Chciałam opowiedzieć o czymś innym! 20 marca my, przyszli podróżnicy, uczestnicy 2. turnusu do Moskwy (zebraliśmy się w 2 autobusy, jeśli nie więcej))) postanowiliśmy zorganizować spotkanie (dzięki sieciom społecznościowym, a zwłaszcza VK!), posiedzieć gdzieś, pogadać) No i poznać się, w końcu razem raźniej!)))
Ja w ogóle jestem fanką takich imprez) Umówiliśmy się w sobotę o 6 godzinie pod pomnikiem Jakuba Kołasa. (niech wybaczy mi słynny pisarz, ale nie wiedziałam, gdzie ten pomnik się znajduje))))
Gdzieś około 5:45 byłam już na miejscu, sama, spacerowałam w mżawce (nawet nie pomyślałam, żeby wziąć parasol, więc powoli zaczęłam przypominać mokrą kurę)))) Stoję i myślę: "Jaki diabeł mnie tu przyniósł, może wszyscy już poszli?"
Patrzę w prawo, stoi jakaś para, przytulają się) Głupio do nich podchodzić)
Odwracam się w lewo, a tam najpierw cichutko stały 2 dziewczyny pod parasolem, potem podeszła do nich kolejna dziewczyna, i jeszcze jedna))) I już słychać wesołe świergotanie pań próbujących schować się pod jednym parasolem)))
No oczywiście, to byli uczestnicy Work and Travel) Przecież 4 dziewczyny nie stałyby pod parasolem, czekając na 4 chłopaków na masową randkę)))
Podeszłam do nich i nie zdążyłam nawet zapytać, gdy usłyszałam: "Tak, tak, to my! Chodź pod parasol do nas!))"
Ogólnie zebrało się nas z 11-12 osób) Przyjechaliśmy do pizzerii, poczekaliśmy na duży stolik))) I... gadaliśmy, gadaliśmy, gadaliśmy) Miałam wrażenie, że znam ich wszystkich skądinąd))))) Głównie wszyscy jadą pierwszy raz, wszyscy trochę się denerwują, chociaż próbują to ukryć)))) Ale wydaje mi się, że po tym spotkaniu w każdym z nich jeszcze bardziej zapaliła się iskierka, żeby jechać do Ameryki) W końcu to nie tylko praca, to także mnóstwo nowych znajomych!)))
Wiecie, wydaje mi się, że trzeba się tak spotykać, poznawać) Od razu widać, że nie jesteś sam w rozwiązywaniu góry problemów, przedzierając się do różowego marzenia!)
Tak, pamiętniki, fora... ale kiedy widzisz żywe uśmiechy, słyszysz ciekawe pytania i uśmiechasz się, patrząc w płonące oczy - to rozumiesz, że oto oni, ci, którym może się udać, albo ci, którzy dostaną od losu kosza!) Że to rzeczywistość, a nie komputerowy niereal)
Dużo tekstu? taaak... dużo tekstu) No, wybaczcie studentce-dziennikarce)))) Żeby moje artykuły pisały się tak łatwo jak blogi)))))




