Z całym moim szacunkiem i miłością do Amerykanów, nie mogłam zrozumieć, czego ich tam w szkole uczą... niechby już nie wiedzieli, gdzie leży Kazachstan, ale czy naprawdę nigdy nie słyszeli o istnieniu takiego kraju?) Bardzo często klienci, a nawet ludzie na ulicy pytali, skąd jesteśmy, i nasz dialog zawsze wyglądał mniej więcej tak:
-Where are you "from", guys?
-Oh, we are from Kazakhstan!
-What? Kazakistan?
-No, no, Kazakhstan!
-Kazakistan? (pełne zdumienie w oczach)
-It’s near Russia!
-Oh, Russia! I know!
-But we are from Kazakhstan...It is another country near Russia.
-?! (znowu kompletne zdumienie)
-Ok, Russia...We are from Russia!))))
Albo niektórzy ludzie od razu przypominali sobie znany nam wszystkim do bólu film „Borat” i próbowali doszukać się w nas czegoś z niego... I musieliśmy im tłumaczyć, że cały ten film to po prostu nieudany żart, a w rzeczywistości nasz kraj jest tak samo normalny jak Ameryka... i ludzie u nas są normalni... i owce po domu nie biegają! Wkurzające, kurczę!
Najbardziej podobało mi się poznawanie studentów takich jak my... Pierwszego dnia naszego pobytu w Cody poznaliśmy dziewczynę z Kirgistanu, Nazgul. To od niej dowiedzieliśmy się, że w mieście jest mnóstwo studentów z Jamajki, Ukrainy, Rumunii, Tajwanu, Turcji i tak dalej... Bardzo miło było porozmawiać z kimś jeszcze, kto znał język rosyjski. Potem poznaliśmy jej przyjaciółkę Nargizę, dziewczyny z Rumunii, chłopaka z Gruzji, Serbii, chłopaków z Turcji (no, o tym trochę później). Pracowaliśmy razem z chłopakami z Macedonii i Bułgarii. Słysząc po raz pierwszy, jak rozmawiają, wydawało mi się, że to jakiś język tadżycki) Ale w rzeczywistości okazało się, że nasze języki były bardzo podobne. Sami Macedończycy i Bułgarzy porozumiewali się między sobą nie po angielsku, a w mieszanym języku macedońsko-bułgarskim. Ale pomimo podobieństwa wielu słów w naszych językach, ani my ich nie rozumieliśmy, ani oni nie rozumieli, o czym gadamy... Chociaż, dowiedziawszy się, że nasze języki są w czymś podobne, zaczęliśmy z Aseką być ostrożniejsi i nie rozmawialiśmy przy nich na pewne osobiste tematy) A w ogóle było fajnie iść ulicą, spokojnie, głośno gadać o różnych głupotach i być pewnym, że i tak nikt cię nie zrozumie)




