A tak, na dwa tygodnie przed wielkim dniem musiałam sobie przypomnieć o zaświadczeniu z uczelni. Nie miesiąc, nie chociaż trzy tygodnie wcześniej, tylko dwa. Super. Znając mój kochany dziekanat, mogę zostać bez zaświadczenia. Mam złe przeczucia. Do tego przeczytałam listę pytań, które mogą mi zadać – trochę się zmieszałam, to dość piekielne pytania, będę musiała wszystko po prostu wykuć na pamięć.
Komentarze
