Naszym kolejnym przystankiem było Key West. Być może nie wszyscy znają to miejsce, więc lepiej wyjaśnić, że Florida Keys to łańcuch wysp na południu Florydy, a Key West jest najbardziej wysuniętą na południe z nich.
Była około 22:00, kiedy nasz autobus dotarł na ostatnią wyspę. Powoli się spakowaliśmy, ziewając i przeciągając się wysiedliśmy z autobusu i prawie upadliśmy! Stałam na schodkach, chłonąc powietrze łapczywymi haustami i nie mogłam się nacieszyć. Chciałam rozpłynąć się w tym słodkim wieczornym powietrzu... Było w nim wszystko: zapach kwiatów, morska bryza, ciepło odchodzącego dnia i gorzkawy dym cygar... Po raz pierwszy w życiu poczułam, że umiem oddychać.
Nie wiem, jakimi słowami najlepiej opisać to miejsce... Zapomnijcie wszystko, co wiedzieliście o Ameryce i spróbujcie wyobrazić sobie małą wyspę, którą z jednej strony obmywa Ocean Atlantycki, a z drugiej – Zatoka Meksykańska. Gdzie na ulicach jest mnóstwo Kubańczyków, którzy sprzedają kokosy i skręcają cygara. Gdzie pieką najsmaczniejszy na świecie placek – Key West Lime Pie. Gdzie każdego wieczoru na nabrzeżu świętują zachód słońca, organizując tańce, pokazy i fajerwerki. Można próbować sobie to wyobrazić, ale lepiej zobaczyć to na własne oczy. Uwierzcie mi, znajdziecie tam coś dla siebie! #KeyWest #FloridaKeys





