Sytuacja w zespole się zaostrzała, a szef też zaczął się denerwować. Nikt nie chciał mnie szkolić, uczyłam się sama i naturalnie jakość czasem cierpiała. Nałożono na mnie nową masę obowiązków, które nie leżały w zakresie mojej pracy. Problemy z mieszkaniem pojawiły się, gdy dowiedziałam się o podnajmie, w który wpadłam. Sporządziłam petycję i poszłam do pracodawcy. Dlaczego kelnerka, która była tak „potrzebna”, musi myć toalety, a w oficjalnym grafiku zmian jestem wpisana dopiero na drugi tydzień? Dlaczego w umowie jest napisane „darmowe mieszkanie”, skoro płacisz 200 dolarów miesięcznie, a jeszcze wyrzucają cię przyjaciele szefa? Dlaczego strój do pracy został kupiony na mój własny koszt, który po 10 dniach 2-tygodniowej pracy po 6 godzin uzupełnił się 30 dolarami drobnych napiwków... co za pamflet...!
It just doesn't work like this here, girl.
Zrozumiałam, że obok prawa istnieje też jego niepisana strona. Próbowałam różnych metod omawiania problemów, ale bezskutecznie. I co robić, załamać ręce i rzucić wszystko? To niesprawiedliwe, trzeba walczyć!!! I sama rozpoczęłam taką akcję. Finansowo już ponosiłam straty, ponieważ pensji 3,25 dolara za godzinę tak i nie otrzymałam.
Nie popełniajcie takich błędów! Zawsze rejestrujcie swoje przyjście do pracy i jej zakończenie, nie wylogowujcie się, zanim nie zrobicie wszystkiego razem z „side work”, inaczej wasza praca nie zostanie opłacona! Kiedy sprawa dotyczy wynajmu – sprawdzajcie właściciela mieszkania, nie wpadajcie w pułapkę podnajmu, podpisujcie umowy, inaczej jesteście nikim.
Dla uspokojenia nerwów w weekend pojechałam do Ocean City. Moja dalsza droga przyszła sama – pojawiła się potrzeba ruchu i już po 5 minutach trzymałam w rękach bilety na autobus Ocean City-Waszyngton D.C. w dniu otrzymania Social Security. Złożyłam wniosek o niego jeszcze w Salisbury, wcześniej błądząc zagubiona w pustym mieście bez pieszych przez kilka godzin, aż znalazłam dobrego człowieka na stacji benzynowej, który mnie tam podwiózł)))
W pracy poprosiłam szefa o podpisanie papieru o zwolnieniu, który sama napisałam, bo nie ma standardu. Niewiele było do zabrania, zapłaty za pracę tak i nie doczekałam się. W nocy nie było gdzie przenocować, ale miałam szczęście zostać zabraną przez jedną kelnerkę. Jeździła jeepem, a mieszkała w przyczepie, wypchanej drogim sprzętem i głodnymi dziećmi, które jedzą w nocy scrapple z odpadów i cieszą się zwykłymi jabłkami ze sklepu ze zdrową żywnością... Gdzież ten amerykański sen... czyżby to był jego przejaw?
Otrzymałam Social Security i siedziałam na ogromnej torbie nad oceanem. Poznałam kobietę z Polski, która przyjechała tam jeszcze w wieku 19 lat, a teraz ma córkę... Amerykankę. Rozmawiałam też ze zwykłym bezdomnym na stacji, który włożył wszystko co do grosza w operacje dla matki i został z niczym. Widziałam Red Light District tuż przy wyjeździe z miasta... Czyżby wszystko zależało od postrzegania życia, czy może tak miało być, nie mogłam dojść do ładu. Wyjechałam, a moja droga prowadziła do Teksasu i Meksyku. Nie miałam nic do stracenia, a miałam szczęście mieć meksykańskich przyjaciół na granicy, a dokładniej Przyjaciela przez wielkie P...
Samolot był z lotniska krajowego Ronalda Reagana. Wyszłam z dworca autobusowego na Union Station i trafiłam do świata wysokich budynków i bardzo różnych ludzi, jak na przykład meksykański taksówkarz, który obiecywał lotnisko za 50 dolców, kiedy metro tam kosztuje 1 dolara i 80 centów... Zaplanowałam podróż ostrożnie, wliczając metro;)




