List z 29 sierpnia.
Nadawca: Anastasija Lebiediewa, Houston, Teksas
Odbiorca: Julia Keda, Kazachstan
Piszę z Houston w Teksasie. Zapytasz, jak się tu znalazłyśmy. Dlaczego nie z Nowego Orleanu?
Plany trzeba było zmienić. Początkowo chciałyśmy pojechać do Nowego Orleanu autobusem następnego dnia lub w środę. Myślałyśmy, że popływamy tam kajakiem – wszystkie ulice są zalane, a z Norą nie wyszło. Ale okazało się, że wszystkie rejsy odwołano do piątku. WSZYSTKIE. Samoloty też. Nikt tam nie jedzie. Miasto jest zamknięte. Pewnie widziałaś w wiadomościach, co się tam dzieje z powodu huraganu. Nie wiedziałyśmy, co robić, a Ania zaproponowała, żebyśmy złapały nasz samolot w Houston. Nowy Orlean – Houston – Arizona. Cóż, to miasto trzeba będzie pominąć. Pieniędzy za autobus nikt nam nie zwrócił. Ale nie mogłyśmy pozwolić, żeby bilety do Arizony przepadły!
I tak, przez dziwny zbieg okoliczności, Houston trafiło do naszego kalendarza podróży! Rezerwując wcześniej hostel i kupując nowe bilety na Greyhound, które kosztowały 50 dolców, wyjechałyśmy do Houston we wtorek po obiedzie.
W Houston robi się ciemno o 7. Więc kiedy wysiadłyśmy na stacji Greyhound w Downtown, słońce już prawie zaszło. Z ogromną walizką wlókłyśmy się w stronę, gdzie przypuszczalnie miał być nasz hostel. Downtown nie jest bezpieczne. Wszędzie ciemne zaułki i podejrzani ludzie proszący o drobne. Na szczęście do hostelu było około pół godziny drogi.
Rano Ania dzwoniła do naszej linii lotniczej, żeby zapytać o lot. Miałyśmy bilety Nowy Orlean – Houston – Phoenix – Flagstaff. Powiedzieli, że będziemy musiały zapłacić 1000 dolarów tylko za to, żeby wsiąść do naszego rejsu w połowie drogi – w Houston. Co? Humor zniknął. Spacerowałyśmy po pięknym parku z jeziorem i darmowym Wi-Fi, kiedy nagle się o tym dowiedziałyśmy. Jakie 1000 dolców? Skąd weźmiemy dodatkowe pieniądze? Ania dzwoniła do Greyhound, żeby dowiedzieć się o bilety do Arizony. Ale telefon się wyłączył. WTF?! Mówię: trzeba było zostać w Dallas, czekać na autobus, a my utknęłyśmy tutaj. Pokłóciwszy się z Anią, postanowiłyśmy pójść coś zjeść, naładować telefon i zamówić bilety na autobus przez internet. Wokół tak pięknie, a my nie w humorze. Przeszłyśmy przez park rzeźb. Uspokaja. Wszyscy ludzie odpoczywają, czytają, a my nie wiemy, co robić.
CO robić? Poszłyśmy do Starbucksa. Pozostawało mieć nadzieję, że jeśli wcześniej odwołamy nasz rejs z Nowego Orleanu, zwrócą nam przynajmniej część z 502 dolarów.
Ania dzwoniła na lotnisko. Rozmawiała bardzo długo. Powiedzieli jej, że nasz piątkowy rejs z Nowego Orleanu też odwołali! I wymienią bilety! Polecimy do Flagstaff z Houston. I nie trzeba będzie płacić! Widocznie wszystko było przeznaczone: autobusy odwoływali, telefon się wyłączał. Po takim stresie potrzebowałyśmy świetnego frappuccino. Przy okazji postanowiłyśmy zrobić małe zakupy – na taką okazję.
Wszystko, kończę. Napiszemy do siebie!


