Wylądowaliśmy na lotnisku McCarran w Las Vegas. Lotnisko ucieszyło nas darmowym Wi-Fi, w Minneapolis go nie było, więc przesiadki ciągnęły się w nieskończoność.
Wygooglowaliśmy, jak dojechać do hotelu, w którym zarezerwowaliśmy pokój. Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy. Był już wieczór. Vegas uderzyło nas niesamowitą temperaturą. Myśleliśmy, że w Nowym Jorku jest gorąco. Okazało się, że wcale nie.
Od razu zrozumieliśmy, że poza tak zwanym "The Strip" czy "Las-Vegas Blvd" w Vegas nie ma co robić. Zwykłe miasteczko na pustyni.
Po dotarciu do hotelu przestaliśmy się o cokolwiek martwić. Byliśmy strasznie zmęczeni i chcieliśmy po prostu iść spać. Ale, jak to mówią, nic z tego. Kiedy podeszliśmy do recepcji i oddaliśmy paszporty, powiedziano nam, że nie mogą nas zameldować, bo nie mamy 21 lat. Ten hotel, jak większość innych, ma własne kasyno, a w kasynie można grać dopiero od 21 lat, więc zostaliśmy późną nocą bez noclegu.
Na szczęście pięć minut od hotelu znaleźliśmy Motel 6. Sieć moteli, dokładnie takich jak w filmach. Prawdę mówiąc, te motele nie grzeszą luksusem, ale i tak cieszyliśmy się, że mamy gdzie przenocować.
Kolejnym zadaniem była rezerwacja wycieczki do Wielkiego Kanionu. Tego samego wieczoru to zrobiliśmy i ze spokojną duszą położyliśmy się spać. Swoją drogą, nie pospaliśmy długo. Bo o 6 rano obudził nas telefon z biura podróży, w którym zarezerwowaliśmy wycieczkę do Kanionu.



