Poszukiwania, poszukiwania, poszukiwania... już dawno znudziło mi się szukanie pracy, ale z przyzwyczajenia wciąż przeglądałam craigslist.com, a nuż coś ciekawego mignie, chociaż teraz oglądaliśmy ogłoszenia bardziej dla śmiechu, bo czasem trafiały się zabawne, na przykład – poszukiwani dawcy żydowskich jąder, albo profesjonalne wyprowadzanie psów (z doświadczeniem, niemal z wyższym wykształceniem weterynaryjnym...).
Natknęłam się na kolejne ogłoszenie, w którym napisano, że potrzebny jest barman bez doświadczenia. Wysłałam kolejny list w próżnię. Ale na ten list w próżnię przyszła odpowiedź: wheredoyoulive? Odpowiedziałam, że w Brooklynie i czekałam z niecierpliwością na odpowiedź, która szła bardzo długo! Już wyobrażałam sobie siebie za barem, robiącą koktajle... Potem przyszło jeszcze jedno, że niby przyjdź na rozmowę, zapytaj Rachel. I był podany adres... Z mojego domu, jeśli dopisze szczęście, można było dotrzeć 2 pociągami i 1 autobusem w około 2 godziny, albo nawet w 1,5 godziny, jeśli nie trzeba czekać... Oczywiście nie bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ to była prawdziwa dziura w Queens. Ale nie traciłam ducha i dotarłszy tam pierwszy raz zrozumiałam, że nie wszystko jest takie straszne, hehe, wszystko jest strasznie straszne! Szczęście, że się nie zgubiłam! Wypełniłam ankietę i wszystko... Wszystko??? Jak to wszystko?? Tyle jechałam, a ze mną nawet nie porozmawiają? Zła, bardzo zła byłam! No, w sumie czego można było jeszcze oczekiwać? Uratowało moje nerwy tylko jedno, że Rachel okazała się bardzo miła i dała mi telefon właściciela baru i nawet trochę pogadałyśmy (chociaż głównie mówiła ona, oczywiście).
Po jakimś czasie przyszedł jeszcze jeden list, w którym zaprosili mnie na prawdziwą rozmowę. Tak, tak, rozmawiał ze mną właściciel, był starszym zabawnym dziadkiem i od razu mu się spodobałam) Ale niestety do pracy mnie nie przyjęli, ale zaproponował, żebym przychodziła i trenowała się w sztuce barmańskiej. Może, a raczej najprawdopodobniej, zaproponował to, mając nadzieję, że powiem – nie, ale zdecydowałam, że to mi nie zaszkodzi! I już następnego wieczoru wybrałam się na lekcje barmaństwa. To był niezapomniany wieczór! Po pierwsze atmosfera w barze była bardzo przyjemna, wszystko było urządzone w stylu hawajskim! Po drugie stał aparat, gdzie można było zamawiać muzykę. Po trzecie, wszyscy próbowali dać mi radę (włącznie z gośćmi) i całkiem nieźle sobie radziłam. Oczywiście od razu poznałam wszystkich stałych bywalców. Nick – był podobny do aktora, miał taką piękną twarz, długie włosy, trochę rockowo wyglądał, opowiedział mi, że jego była dziewczyna była Rosjanką i podzielił się wiedzą o rosyjskich słowach) Nawet przygotowaliśmy z nim koktajl, kiedy Rachel gdzieś poszła, a jeden z gości zamówił drinka.
Joker – poprosił o piwo, a wiecie, za barem nie ma za dużo miejsca, żeby chodzić, więc wyjęłam piwo z lodówki i otworzyłam, a Don (właściciel baru) podał je Jokerowi, ale on go nie przyjął i powiedział, że chce dostać piwo ode mnie... wtedy trochę się śmiejąc zamieniliśmy się miejscami z Donem i gość otrzymał swoje zamówienie... o właśnie wtedy to były moje pierwsze napiwki w tym barze))) Czułam się, jakbym po prostu przyszła w gości, ale Don powiedział, że zarobiłam te pieniądze i mogę je wziąć.
Ja oczywiście głównie nalewałam piwo, a resztę robił prawdziwy barman, ale i to było bardzo ciekawe, jeszcze dużo rozmawiałam z gośćmi... nawet wielu próbowało umówić się ze mną na randkę)
Wieczorem barman się zmienił i byłam już w towarzystwie wysokiego, bardzo wysokiego Chrisa)) na jego tle byłam po prostu maluchem. On też udzielił mi kilku lekcji, ale robiło się już późno, a ja jeszcze musiałam wydostać się z tej odległej dzielnicy, tak nie chciało się wychodzić, ale musiałam powiedzieć do widzenia temu zabawnemu miejscu, w którym bardzo mi się podobałoJ
Moja opowieść bardzo spodobała się Swietikowi (tutaj oczywiście opisałam wszystko w skrócie i nie wszystko, ale wierzcie – bar to szczególna atmosfera) i następnym razem poszliśmy już razem poznawać naukę...
Na zdjęciu jestem ja i Chris (duży i mały barman)

