2 lipca 2010 (01:30)
Cześć. Długo nie pisałem, bo nie mogłem się zebrać. Właśnie chciałem iść spać, ale postanowiłem skrobnąć parę słów. Jestem już w Filadelfii. To bardzo piękne i przytulne miasto, niedaleko Nowego Jorku. Mieszkam w hostelu, ale dzisiaj będę spał na zewnątrz – to tanio. Tak w ogóle to hostel jest bardzo dobry. 20$ za noc, jest internet, kuchnia, pokoje wieloosobowe z łóżkami piętrowymi. W hostelu jest dużo ludzi różnych narodowości. Poznaliśmy też dwóch chłopaków z Nowosybirska, Jegora i Sanię. Mówią, że z pracą jest ciężko i na ich oczach już z 10 rosyjskich studentów z hostelu wyjechało do domu do Rosji, wydawszy wszystkie pieniądze i nie będąc w stanie znaleźć pracy.
Do Filadelfii dojechałem autobusem z chłopakiem Iljuchą – teraz razem się tu szwendamy. Jest z Permu. Jestem zachwycony miastem, ludźmi, wszystkim. Wszystko jest inne, wszystko jest piękne, jest ciepło, ludzie są mili, nawet bardzo. Dzisiaj jakiś facet, Bob, zabrał nas swoim samochodem do miasta, pokazał centrum, nakarmił w meksykańskiej restauracji Burritos – w stylu naszej shawarmy, ważące 1 kg, z oślego mięsa – nie bardzo mi smakowało. Poznaliśmy Żydówkę, częstowała nas colą, opowiedziała o pracy. W ogóle jest mnóstwo przykładów dobrych spotkań z Amerykanami, nawet bardzo dużo. Próbowaliśmy szukać pracy – na razie bez rezultatów. Dużo ciekawych rzeczy... lecę spać.




