Cóż, nie jestem wielkim fanem duszonego ziemniaka. Ale Stas go przygotował – było pyszne i tak bardzo po rosyjsku. Nie jestem dla niego jeszcze nikim, ale tak się starał, z sercem. Stas jest w ogóle bardzo zabawny. Fan wszystkiego, co rosyjskie, jakiego jeszcze nie widziałem. Kirył też, ale myślę, że on bardziej dla towarzystwa ze Stasem. Dziś poznałem Anschen, żonę Stasa. Fajowa. Jest kolorowa, ale wygląda jak biała. Swoją drogą, my, Rosjanie, jesteśmy bielsi niż miejscowi biali. Chociaż może tylko mi się tak wydaje.
Stas opowiadał, jak poszli z Kiryłem do baru sportowego obejrzeć mecz „Zenit – Manchester”. Przyszli owinięci w rosyjskie flagi, krzyczeli, kibicowali. We dwóch. Cała publika tam kibicowała „Manchesterowi”, przeżywała. A Stas z Kiryłem we dwóch się cieszyli. Tam ich pytali: „A co to za „Zenit”? Co to za drużyna, której kibicujecie?” Wielu w ogóle nie znało „Zenitu”. „To Piter, Rosja!” – dumnie odpowiadali chłopaki. Tacy zabawni! Dobrzy z nich chłopaki – Kirył i Stas. Jak dobrze, że spotykam tak wielu naprawdę dobrych ludzi!
Rozmawialiśmy wczoraj wieczorem z Irą o pracy. „Szkoda”, mówię, „tych dziewczyn, które tam pracują”. „Nie trzeba ich żałować. One tam zarabiają taką kasę, że...” – odpowiadała Ira.
Ale mi i tak szkoda. Z jednej strony oczywiście można powiedzieć (i w wielu kwestiach być blisko prawdy): każda kobieta ma w swoim otoczeniu takich mężczyzn, którzy są „dla niej”. A jeśli ktoś trafił do „Mavericks” przypadkiem? Złamała sobie życie? Czy kobieta, która „była” w tej sferze, będzie potem romantyczna i wzruszająco kobieca? Czy będzie wierzyć, że normalni mężczyźni istnieją? Czy będzie wierzyć w miłość? Czy tylko w to, że wszyscy wszystkich wykorzystują, że pieniądze mogą wszystko, rozwiązują i określają wszystko? A?
Rozumiem takie rzeczy, jeśli na przykład babcia jest chora i pieniądze są bardzo potrzebne i natychmiast, a nie ma skąd wziąć. Ale kiedy tak... żeby po prostu zagarnąć więcej?! Zapominając o honorze i szacunku do siebie. To...
„One hańbią kraj!” – mówi Stas. Zgadzam się. Dla wielu miejscowych słowo „Rosjanie” kojarzy się z „Mavericks” i tamtejszymi tancerkami z Rosji (przy czym nie ma różnicy, z jakich jeszcze krajów są dziewczyny). Dla miejscowych (no, dla nas też, właściwie), one wszystkie są Rosjankami. „A taka Litwinka, na przykład, nigdy tak nie zrobi, nie pójdzie do takiej pracy”, – dodaje Stas, – „bo szanuje siebie!”
Barmani pytają mnie o Rosjan, żartują z nich, bardzo chwalą przy mnie rosyjskie dziewczyny. Myślą, że mówią coś miłego. A mi jest wstyd. Bardzo wstyd i nie widzę, z czego tu być dumnym! Z tego, że nasze dziewczyny sprzedają się bez mrugnięcia okiem? Z tego mam być dumny? Gdzie się schować ze wstydu?!
Tak to wychodzi... kto tworzy wizerunek naszego kraju? Pijacy chlejący wódkę do nieprzytomności i prostytutki? Po co nam taki wizerunek? Na śmietnik z nim!
Stas mówi, że jemu też chwalili rosyjskie piękności. Ale on rozumiał, jakiego rodzaju to była pochwała.
Niby: „Wczoraj wyrwałem Rosjankę, wasze dziewczyny są super!” Stas do mnie: „A mi nieprzyjemnie to słyszeć! I ja w odpowiedzi mówię im: 'Tak! Nasze dziewczyny są piękne! A wasze brzydkie!'” Jemu w odpowiedzi: „To czemu ożeniłeś się z miejscową?” A on: „No, ona jest wyjątkiem! U was jedna na dziesięć jest piękna, a u nas – odwrotnie!”
Śmialiśmy się z nim z tych jego dialogów od serca.
Swoją drogą, o Litwie: Stas opowiada, że miał znajomość z Litwinem. Ten na początku nie chciał z nim rozmawiać – ze Stasem. Kręcił nosem. Ale potem normalnie, zaczęli się nawet przyjaźnić. I pewnego razu ten Litwin mówi Stasowi: „Słuchaj, wy Rosjanie jesteście normalni. Myślałem, że jesteście w ogóle do bani! Nam to cały czas wmawiają”.
Rozumiecie, ludzie? Przeczytaliście to uważnie? Media, telewizja, radio i Internet to najsilniejsze narzędzia sugestii. Dużo oglądacie telewizję, słuchacie radia, czytacie artykuły w gazetach i w necie? Myślicie, że to wszystko to prawda? Myślicie, że sugestia was nie dotyczy, że w pełni się jej opieracie? Myślicie?
Od siebie chcę dodać, że rozmawiałem z Litwinami. Kiedy pracowałem w Anglii, na farmie pod Cambridge. Normalnie się dogadywaliśmy. Została mi nawet bardzo dobra przyjaciółka – Nida, do której czuję przepełniającą serce czułość. Więc ona też jest Litwinką.
Warto pamiętać, że ludzie wszędzie są dobrzy. A są też bardzo dobrzy. I są tacy, którzy próbują skłócić, zmusić ludzi z różnych krajów, żeby się nie lubili. Nie dajmy się temu! I, jak mówią słoneczni bardowie (zgadzam się z nimi, wspieram i wierzę): „NIECH NA ZIEMI BĘDZIE DOBRO!”
A jeśli siły polityczne różnych krajów i ludzie stojący u władzy chcą się kłócić i dzielić pieniądze – niech zajmują się tym bez nas. A my będziemy się ze wszystkimi przyjaźnić. Będziemy czynić (i już czynimy właśnie teraz) świat piękniejszym.
21 października 2008

