No więc, nasza wycieczka do Moskwy. Miałem wyznaczone na 15:00 i żeby nie zawieść innych i wyjechać wcześniej, przyszedłem wcześniej o 14:40, jednak znaleźli się „klauni”, którym „wszystko jedno”, kiedy przyjdą i czy kogoś zatrzymują... Ha-ha. Nie znam tych chłopaków, ale znaleźli się wśród nich tacy, którzy zajęli miejsca w autobusie, zostawili tam plecaki, a sami poszli gdzieś...
Czekaliśmy na nich chyba z 30 minut, i wtedy nasz kierowca podjął bardzo mądrą decyzję – wyrzucił ich torby i pojechał. Wniosek! Jeśli od ciebie zależy los grupy, to musisz być odpowiedzialny i zdyscyplinowany. Nie przejechawszy nawet 50 km nagle okazało się, że w naszym autobusie pojawiło się jeszcze jedno wolne miejsce, interesująca sytuacja!!! :) Pomyślałem... Im dalej, tym ciekawiej... Dziewczynie się poszczęściło, brawo! Jechała od razu na 2 fotelach.
Nasz autobus okazał się wyjątkowo niewygodny, to był „MAZ”, „Dom Maksima”, jak nazwali go moskiewscy bezdomni (Ciekawe dlaczego tak??? Kto ma jakieś domysły, napiszcie mi). Autobus miał szereg wad – zaczynając od tego, że jeśli ktoś chciał opuścić do tyłu siedzenie, to trzeba było krzyczeć prawie do całego rzędu: „Ostrożnie! Opuszczam siedzenie!”. A nogi w siedzeniu można kłaść choćby na suficie, mimo że mam 176 cm wzrostu... Pewnie autobusy były budowane na zamówienie Azji południowo-wschodniej, ale ci potem ich nie kupili, a towar trzeba realizować...
Drugą istotną wadą było to, że w autobusie słabo działały: pasy bezpieczeństwa, w nieodpowiednim miejscu były zainstalowane lampki, nie było toalety, fotele wąskie (chociaż nie jestem bardzo gruby, ważę 60 kg przy 176 cm wzrostu), nie było wygodnych zagłówków, tylko jeden podłokietnik, a przycisk opuszczający siedzenie z jakiegoś powodu cały czas się zacinał. Kto miał podobne problemy, piszcie... Złóżmy zbiorowy list i wyślijmy do OAO „Miński Zakład Samochodowy” z naszymi życzeniami i rekomendacjami.
Przyjechaliśmy do Moskwy o 03:00 rano. Niewielka część z nas zdecydowała się pospacerować po nocnej Moskwie (kiedy jeszcze taka szansa się trafi? Dla mnie już nigdy, tylko Sankt-Petersburg), najpierw wyszli najodważniejsi i ci, którzy już byli w Moskwie, potem wyszedłem ja z chłopakiem z ostatniego rzędu, przepraszam, nie pamiętam twojego imienia.
Odeszliśmy za potrzebą, tylko skończyliśmy, jak tu nagle zaczęły przelatywać obok nas nasze autobusy! „Achtung! Wir anstreben Kommandeur” (nie wiem, co ta fraza znaczy, ale odczucie było takie, to na pewno!) Ledwo dogoniliśmy... No, dogoniliśmy to dogoniliśmy, nie siedzieć przecież na miejscu, poszliśmy spacerować znowu. Póki obeszliśmy konsulat i wysoki piękny budynek, trzy razy zatrzymywały się 9-tki z przyciemnianymi szybami, a stamtąd: „Hej, drogi, taksówka niepotrzebna?” (moda chyba taka u nich?), zdecydowaliśmy wrócić i wziąć jeszcze 5 osób ze sobą, no tak „dla pewności”. Pospacerowaliśmy „bardzo dobrze”, na chwałę... O 7:00 rano ogłosili – PORA... Hmm, trochę ochłodło w rękach, i jeszcze w jednym miejscu. Zostawiliśmy wszystko, nawet pieniądze. Ja wziąłem tylko zapalniczkę i jednego papierosa, no i oczywiście dokumenty, żałowałem, że nie wziąłem dwóch papierosów.
Póki szedłem z autobusu – wypaliłem go, zobaczyłem dużą liczbę ludzi przy głównym wejściu, wszyscy mieli numerki... Ja w pełni pewny siebie wyciągam swój, i tu – „Kurwienski ojciec” (przekleństwo straszne) okazuje się, że numerek się starł!!! Jak inni ludzie zrozumieją, jaki mam numer?! Zacząłem biegać, szukać koordynatorów, bo wiedziałem, że nikt inny nie ma długopisu (wszyscy przecież zostawili w autobusie wszystko!). Znalazłem, napisałem swój numerek. Dobrze. Specjalne podziękowania dla koordynatorów za wykazaną pomysłowość w rozwiązaniu kwestii kolejki, bardzo dobrze wszystko zorganizowali. Brawo!
-
Kieruję się w stronę policjanta, zabieram paszport, trafiamy w wąską przestrzeń między budką a głównym wejściem do budynku konsulatu. Przestrzeń wąska, wiatr przeciągowy, a do tego wiatr ma specyficzną cechę rozpędzać się w wąskich przestrzeniach, od czego robi się całkiem „kiepsko”. Zaczynam chować się za stojącą z przodu dziewczyną (czyż nie jestem łajdakiem?), tylko głowa wystaje i patrzy: „A co tam?” :) Dałem obejrzeć paszport Amerykaninowi, a on go zabrał... czy nie??? Szczerze nie pamiętam... Potem był mały wykrywacz metali, weszliśmy do środka...
-
Wreszcie nie ma wiatru. Dobrze. Trochę się zawahałem, ale od razu załapałem, że pomieszczenie wygląda jak przedział bagażowy, zdjęliśmy kurtki, przeszliśmy do następnego pokoju.
-
Tam czekał na nas duży wykrywacz metali, kurtkę położyłem na ustrojstwo podobne do tych, które stoją na lotniskach dla bagażu, ochroniarz poprosił przejść jeszcze raz przez duży wykrywacz metali. Nie bójcie się, jeśli każą wam przejść szybko przez wykrywacz metali jeszcze raz. Tak trzeba, wszyscy przechodzą po 2 razy. Zabrałem kurtkę, rzuciłem się do innego pokoju... Dziewczyny, ostrożnie – te drzwi (między salami są bardzo ciężkie!) Ale te drzwi otwierają wam drzwi dokąd??? Prawidłowo, do najzimniejszego pokoju bastionu.
-
Tak, zakładamy kurtki znowu. Dobrze, sadzają was rzędami, oddają paszporty, jeszcze jakąś bzdurę i Uwaga!!! Przebijają paszport zszywaczem... Boże!!! Co ja teraz Polakom na granicy powiem??? Pewnie będę opowiadać o złych Amerykanach, ha-ha. Tutaj skrajnie uważnie słuchamy koordynatorów... i zaczynamy włączać specjalną funkcję mózgu, a lepiej od razu 2, to jest – UWAGA i KONCENTRACJA i wyłączamy pomysłowość i zaradność.
-
Kiedy wam powiedzą iść, idźcie i tyle, i stawajcie w kolejce na skan palców, ja tak zrobiłem. Tam będą trzy kierunki, no jak to mówią w bajce: w lewo pójdziesz - bez odcisków palców wrócisz; prosto pójdziesz - w ogóle nic nie znajdziesz (tam wyjście!), w prawo pójdziesz – odciski oddasz. W Moskwie wszyscy pracownicy Konsulatu mówią po rosyjsku, oprócz Wicekonsulów (o tym później). Panie mówią po rosyjsku, którą rękę kłaść.
-
Po odciskach stanąłem w kolejce, której koniec idzie do góry. Czekałem, aż mi powiedzą do przodu. Oto tutaj najważniejsze – włączamy trzy ostatnie ważne funkcje: 1. PEWNOŚĆ, 2. UŚMIECH, 3. PAMIĘĆ + (Jeśli zasobów jeszcze dużo) włączamy POMYSŁOWOŚĆ (ja włączyłem). Posadzili nas na miejscach, w TV leciała bajka „Tom i Jerry”, szkoda, że po rosyjsku. Znaczy fabuła taka... żartuję. Czekaliśmy, aż powiedzą: „Drugi rząd do przodu”. No więc, zaczęło się...
Czekamy, kurtka w rękach, dokumenty z teczką też.



