Przed wyjazdem do Stanów dużo czytałam o doświadczeniach innych, forach, notatkach, pamiętnikach... Prawie wszyscy mówili, że się zmienili. Nie na lepsze czy gorsze, po prostu stali się zupełnie innymi ludźmi. I zaraz po przyjeździe tutaj, pierwszego dnia, powiedziano mi, że jestem taka urocza i domowa, i że Ameryka fajnie mnie zmieni. Nie wierzyłam w to i po prostu uśmiechnęłam się w odpowiedzi. W uśmiechu był cień wątpliwości, ale po prostu nie mogłam zrozumieć: jak można zmienić się w ciągu zaledwie kilku miesięcy, skoro czasami człowiek przez całe życie się nie zmienia i do późnej starości popełnia te same błędy.
Ale teraz jest połowa sierpnia i czuję, że naprawdę się zmieniłam. Prawie we wszystkim: chód, maniery, sposób mówienia, wygląd... tak, czasami, tak jak w domu, wracam z pracy i jak suseł padam spać, bo nic mi się nie chce. Ale generalnie zawsze mam ochotę na jakiś ruch, jakąś akcję)))
Dobra, oddaję komputer... dokończę notatkę, jak go odzyskam.

