Tak, rozmowa była wyznaczona na 11 marca)) czekaliśmy z niecierpliwością)
No więc kupiliśmy bilety na pociąg i po 5 godzinach jesteśmy w Jekaterynburgu... nasz pociąg odjeżdżał o 12 w nocy, a przyjechaliśmy o 5 rano.. okazało się, że miasto jeszcze całkowicie śpi.. i musieliśmy zatrzymać się w sali podwyższonego komfortu.. godzinę później, o 6 rano, wraz z otwarciem metra ruszyliśmy do centrum miasta w stronę ambasady.. wcześniej powiedziano nam, że jest tam kawiarnia, która otwiera się o 7 rano, więc na niej pokładaliśmy nadzieje) no.. co tu dużo mówić, o 6 rano jest jeszcze zimno.. i trochę ciemno.. a co najgorsze.. nic nie działa(( a na dworze około 10 stopni(( zimno(((
Musieliśmy trochę pospacerować.. no jak trochę.. przeszliśmy wokół ambasady z dziesięć kwartałów.. a godzina dopiero 6.45(( aa(( jeszcze dwie godziny do otwarcia.. masakra.. no więc postanowiliśmy pójść do najbliższego centrum handlowego.. wiedząc z góry, że ono też działa dopiero od 10. Po drodze okazało się, że w tamtą stronę była kawiarnia, która działała(( aa(( a my tutaj jej szukamy.. no i czas zbliżał się do 8... weszliśmy do tej kawiarni) eee... o dziwo byliśmy pierwsi)) zamówiliśmy, zjedliśmy śniadanie... okazało się, że uwinęliśmy się w 15 minut.. a godzina dopiero 8.20.. tak właśnie czas się wlecze..
Siedzimy już godzinę... kelnerki już nas obserwują) i tylko myślisz, co one knują.. do tego czasu zaczęli schodzić się ludzie - ktoś na śniadanie, ktoś żeby zabić czas) i oto.. już 9.20 i postanowiliśmy ruszać)))