List z 28 sierpnia.
Nadawca: Anastazja Lebiediewa, Dallas, Teksas
Odbiorca: Julka Keda, Kazachstan
Jak uciec przed zabójczymi komarami.
Cześć, Julka! Nie uwierzysz, co nam się przydarzyło! Dzisiaj mieliśmy wędrować po uliczkach Nowego Orleanu, ale zgadnij co, wciąż jesteśmy w Dallas. A to dlaczego? Zacznę od początku.
Nora okazała się bardzo serdeczną, energiczną i ciekawą osobą. Mieszka w cichej dzielnicy niedaleko jeziora. Ma dwa psy – samca Derby i suczkę Mabel, których na początku się obawialiśmy. Nora to zapalona podróżniczka. Była w Meksyku, we Włoszech, w Chinach, we Francji. Planuje odwiedzić Argentynę i inne kraje. W wolnym czasie chodzi do buddyjskiej świątyni, na zajęcia jogi, uprawia wspinaczkę i kajakarstwo. A także gra na gitarze i lubi oglądać programy podróżnicze. Słucha bluesa i country. Oto takie mini-dossier.
W ciągu zaledwie kilku dni pokazała nam cały Dallas! Byliśmy w prawdziwych amerykańskich jadłodajniach, posłuchaliśmy śpiewów buddyjskich mnichów, chodziliśmy do kina i nie omijaliśmy muzeów! Nauczyliśmy się kilku słów po tajsku. Na przykład powitanie «sawatika». I skosztowaliśmy tajskich potraw.
Jeździliśmy nad jezioro, robiliśmy zdjęcia. Widzieliśmy dom George'a Busha. Przynajmniej tak mówią miejscowi, ale nikt go jak dotąd tam nie widział. Na początku baliśmy się jechać nad jezioro z powodu komarów – nosicieli śmiertelnego wirusa. Założyliśmy na siebie bluzy, trampki i dżinsy. Wszyscy nas pytają: skąd jesteście? A my: z Florydy – słonecznego stanu.
A teraz o najważniejszym: Linkin Park byli AWESOME. Tak, byliśmy na ich koncercie! Chester kilka metrów obok śpiewa i krzyczy! Były piosenki nowe i stare, czego wcale się nie spodziewaliśmy. Wszyscy podśpiewują, a my głośniej! Craaaaaaaaaaaawling iiiiiiiiiiiin my skiiiiiiiiiiiiiiiiin! These wooooooooooooooooounds, they wiiiiiiiil not heeeeeeeeeeeeaaaaaaal!!!!!!!! Zdjęcia wyszły nieźle, i wideo też. Kiedyś nie mogliśmy nawet wyobrazić sobie, że trafimy na koncert Linków! Niesamowite! Tyle pozytywnych emocji! Brzmienie na żywo! Odpaliliśmy! Rock on!
Pełni jasnych nadziei, naładowani pozytywną energią, wraz z Norą pojechaliśmy na dworzec Greyhound. Mieliśmy bilety na 3 w nocy. Po ciepłym pożegnaniu z naszą nową teksańską przyjaciółką zjedliśmy coś i szykowaliśmy się do odprawy bagażu. Jak nagle okazało się, że nasz autobus do Nowego Orleanu został odwołany! Szok. Przyczyną był nadciągający huragan Isaac.
Musieliśmy zostać u Nory jeszcze na jedną noc. Mamy nadzieję wyjechać następnym autobusem. Napiszemy, gdy dotrzemy do Nowego Orleanu! Powodzenia! Adios!