Uważam, że nie ma sensu opisywać drogi od pomysłu wyjazdu do wizyty w ambasadzie, zresztą nie ma tam nic skomplikowanego. Najważniejsze to się nie przejmować i wierzyć, że wszystko będzie w porządku. Ale nie przejmować się jest jednak ważniejsze. W ogóle to są dwa główne punkty, które bardzo pomagają)))
Sama ambasada wcale nie jest taka straszna, jak mówią. Że trzeba się przygotowywać i że mogą odmówić. Pfff... nie ma co się przejmować. Nawet osoba, która nie za bardzo zna język, bez problemu może dostać wizę. Ba, nawet nie to, że nie za bardzo, a ktoś, kto wczoraj dowiedział się o istnieniu angielskiego i spędzi dzień z podręcznikiem, może dostać wizę.
(później będą fotorelacje itd. i itp.)
I tak w ogóle szkoda, że w ambasadzie aparatów fotograficznych nie wolno)) tam tacy ochroniarze, prosto jak spod kalki z amerykańskich filmów akcji