“Work&Travel”
Zapis – autoryzowany.
Wprowadzanie – głosowe.
Kategoria – myśli początkującego podróżnika.
Tytuł – «Świat wokół. Nie uciekniesz od świata».
Proszę, mówcie...
Wczoraj byłem w biurze IEC. Cóż, wszystko poszło pomyślnie. Wygląda na to, że jadę! Trzeba obwieścić to wszystkim – bliskim, znajomym, znajomym mniej znanym. Zaraz skończę dyktować i rozeslę im wiadomości – wszystkim naraz, na wszystkie numery – niech się cieszą i zazdroszczą. Dane, które im podałem, pasują i miejsce dla mnie już jest wolne. Wypełniłem przed paroma dniami ankietę, odpowiedziałem na pytania – wszystko w biegu, między domem a kompleksem sportowym – w końcu to cudowna rzecz, ta opaska-biurowa! Jak dawniej, bez nich żyli – telefon, telewizor, komputer, zegarek – i jeszcze cholerny stos różnych urządzeń – i wszystko osobno, do tego z kablami... okropność.
A teraz idę do domu po osobistej rozmowie kwalifikacyjnej – cóż za archaizm, nie mogli porozmawiać przez wideo! Wokół – zielona trawa, domy – lśnią oknami, przechodzący obok ludzie się śmieją – czystość i świeżość. Wcześniej wszystko było inaczej, widziałem to w filmach. A sam zdołałem jeszcze załapać ten czas – kiedy świat wisiał na takim cienkim włosku, brudny, zaniedbany, przesiąknięty strachem. Ale my, zawisłszy nad przepaścią, znaleźliśmy wyjście, odsunięliśmy od władzy wojskowych i politykanów, postawiliśmy na pracę i oświatę – i na konferencji w Pekinie nie pozwoliliśmy, aby doszło do Ostatniej wojny! I nie mówcie o komunizmie – to tu wcale nie ma nic do rzeczy – dziadek Marks pewnie teraz urządziłby wszystkim porządne lanie, ale to i lepiej, fanatyków teraz nikt nie lubi.
Teraz denerwuję się jak dziecko. Nie, wcześniej też wiele widziałem, ale to co innego – nie zwykła podróż, a wyjazd w ramach programu “Work&Travel”! Jadę pracować! A praca – ona uszlachetnia człowieka, zwłaszcza jeśli jest ciekawa. IEC jest teraz wszędzie – w każdym zakątku świata, w każdym kraju – zmiany, które zaszły na świecie, wyszły tym ludziom tylko na dobre, a więc obrali właściwy kurs. Przy okazji, muszę jeszcze dokonać wyboru – gdzie pojechać i czym się zająć. Na to pytanie nie odpowiedziałem – nic strasznego, dali mi czas do namysłu – cały miesiąc.
No więc, dokąd, no dokąd? Może do Europy – tam teraz wiele możliwości – praca w hotelu – dwa w jednym, pomagasz turystom i sam podziwiasz zabytki! Jest co oglądać – we Włoszech – ogromne katedry katolickie i starożytne ruiny rzymskie, w Niemczech – zachwycające nowiutkie meczety – misternie zdobione, smukłe, jakby lecące minarety pną się ku górze, ku niebu, księżycowi i gwiazdom, słychać wersy z Koranu, które skłaniają do śmiechu i płaczu. We Francji – dzieła sztuki – i dawne, i nowe – jak holograficzne obrazy i psychoobrazy. Ogromne muzea, z których wręcz nie chce się wychodzić.
Albo, powiedzmy, wsiąść do stratosfernika i odlecieć za ocean – w Konfederacji Dwóch Ameryk też jest wiele ciekawych rzeczy. Najlepiej byłoby zgłosić się prosto do kompleksu inżynieryjnego na płaskowyżu Nazca – tam, gdzie składają bloki do pierwszego międzyplanetarnego statku. On zawiezie grupę naukową na Marsa i tam ją zostawi – na długo, nawiasem mówiąc. Ale dostać się na tę «budowę wieku» to marzenie nie do spełnienia – nikt mnie tam nie wpuści bez dyplomu Mistrza, a ten dyplom trzeba jeszcze wyrobić – takie rzeczy zdobywa się ciężką pracą, i nie każdemu... i nawet nie co dziesiątemu, niestety.
Nie trać ducha, komu powiedziano! W końcu są jeszcze farmy ryb w Australii, gdzie można dbać o ryby i opowiadać o tym ludziom, a wokół – park «Dziki Świat», gdzie nie wiadomo, na jakie zwierzę natkniesz się w następnej chwili; jest Miasto Lekarzy w Afryce, gdzie lekarze pracują nad uzdrowieniem chorób, gdzie są nanopracownie, kompleksy klonowania i emitery Grissoma, a także – Muzeum Sztuki Lekarskiej (dlaczego ciągnie mnie do muzeów, iść może na przewodnika?); jest pływająca sztuczna wyspa Nowe Tokio w Zatoce Tokijskiej, stworzona ludzkimi rękami od początku do końca, zarządzana najdoskonalszym na świecie komputerem o nazwie «Muramasa A-15»... cóż, coś takiego mogli wymyślić tylko Japończycy.
Przyszła wiadomość. Od Innochki. No czego ona jeszcze chce? Ona też zapisała się i jedzie... dokąd? Do Kanady, na kurort, czemu to nagle – ach, już wiem, tam obok jest obserwatorium Middelsona i czas jest najbardziej odpowiedni – klimat też. Romantycznie... postanowione, pojadę tam, przynajmniej bliska osoba będzie obok.
Zaraz wyślę odpowiedź. Niech żyje “Work&Travel”.
Taki oto nieartystyczny bełkot.