Wreszcie nadszedł ten długo wyczekiwany dzień, walizka już spakowana... Jestem niesamowicie szczęśliwa i pełna oczekiwań co do tego, co mnie czeka... 24 maja 2017 roku poleciałam trasą Ufa-Moskwa-Nowy Jork.
Co dziwne, tego samego dnia znalazłam się na miejscu... Już na lotnisku byłam przepełniona emocjami, bo po pierwsze, przeżywam jeden dzień dwa razy, a po drugie, nie do końca zdaję sobie sprawę, gdzie jestem. Oto ono – miasto wolności, miasto, które przez 4 lata było ze mną na zdjęciu na etui mojego iPhone'a, miasto, które każdy człowiek na planecie marzy odwiedzić choć raz. W przeciwieństwie do wielu studentów przyjeżdżających tutaj, miałam ogromne szczęście, że w Nowym Jorku mieszka moja była koleżanka z klasy. Oczywiście wszystko wcześniej zaplanowałam i zostałam przyjęta z otwartymi ramionami! Na lotnisku wsiedliśmy w taksówkę i pojechaliśmy na Brooklyn, gdzie ona mieszka (dobra dzielnica Brooklynu, a nie ta, którą sobie wyobrażacie).
Spędziłam w tym mieście tylko 2 dni i ku zdziwieniu wszystkich, wystarczyło mi to, aby zobaczyć wszystkie jego atrakcje, poza Statuą Wolności. Pogoda niestety nie rozpieszczała, ale to nas nie powstrzymało i dziennie przechodziłyśmy pieszo co najmniej 20 km. Powinniście mnie zobaczyć, kiedy znalazłam się w Downtown Manhattan. To nierealne uczucie, kiedy widzisz takie piękno. To nie są po prostu wysokie domy, to obłędnie piękna architektura. Tak minęły te dni... Czas ruszać dalej... A dalej będzie jeszcze więcej...