IEC Exchange!
Szukaj
Messenger
Webinary
KonkursyProgramyUsługi
Ustawienia
Madina Shaimerdenova
22 listopada

Bardzo wiele lat minęło od tego czasu - wiele zrozumiałam, przewartościowałam, zmieniłam stosunek do pewnych rzeczy. Tak, będę szczera - teraz życie nie tętni już jak dawniej, i zgasł ognik w oczach. Jeśli znacie te objawy, to prawdopodobnie i wam jest więcej niż 40. Wiecie, przyjaciele, i to jest całkowicie normalne. Czas bezlitośnie odbiera nam energię, urodę, chmurne marzenia, różne figlarne zauroczenia. Ale nie zostaliśmy z niczym, czas potrafi dać w zamian to, co zabiera. On daje inne ‘cenne’ - możliwość obserwować, wychowywać, przekazywać doświadczenie i bezgranicznie kochać. To właśnie miłość przechodzi przez wszystkie granice, wymiary, przez wszystko żywe i nieożywione, i nigdy nie poddaje się ewolucji. Ale to już całkiem inna historia.

Urodziłam ją, kiedy miałam 21 lat. Klasyczna historia - w oczach małej dziewczynki zobaczyłam światło sensu życia i pokochałam ją najmocniej na świecie. Macierzyńska miłość przynosiła dużo bólu i jednocześnie czyniła mnie najszczęśliwszą. Byłam gotowa i teraz jestem gotowa oddać mojej córce wszystko, czego sobie zażyczy. Na szczęście czasy są takie - wszystko jest dostępne. Oczywiście przeszłam przez erę rewolucji informacyjnej, rozwoju fenomenu internetu, ale to, co dzieje się teraz, zadziwia mnie nie mniej.

Teraz z tej uroczej dziewczynki z maleńkimi rączkami nic nie pozostało - przede mną stoi szlachetna dziewczyna lat 25. Gdy skończyła 18, wyjechała studiować do innego miasta, tak jak ja kiedyś. Spotykałyśmy się tylko w Maxx. Urządzenie, które pozwalało nam komunikować się holograficznie, niemal dotykowo na odległość. Za moich czasów cieszyliśmy się nawet ze Skype'a, jego poprzednika.

W tym młodym wieku moja córka w wielu kwestiach przypominała mnie - była niespokojna i ciekawa. Ale mimo to istniała jedna istotna różnica - jej serce było wypełnione współczuciem dla innych, subtelniej odczuwała swoje związanie ze światem, była z nim jednością. I takich młodych ludzi jak ona jest całe pokolenie. Pokolenie altruistów. Wstyd. Ja natomiast w młodości uległam powszechnemu wpływowi systemu ego-wartości, indywidualizmu, 'żyję dla siebie' i tak dalej.

I pewnego dnia uczuciom w jej sercu zrobiło się za mało miejsca. Wiedziała, że planeta przeżywa pewne trudności ekologiczne i nie mogła siedzieć bezczynnie. Dużo rozmawiałyśmy, słuchałam jej uważnie, nie ustępowała i poruszała ten temat raz za razem. Wtedy wyraźnie zrozumiałam, że to moja szansa, by zrobić coś naprawdę pożytecznego, coś, na co nigdy się nie odważyłam, nawet jeśli miałoby się to odbyć rękami mojej córki.

I przypomniałam sobie o nich. Kiedyś dali mi możliwość wyjechać do USA, kiedyś pomogli wielu zrobić to samo. Kto by pomyślał, że to był zaledwie pierwszy stopień na drodze do największych dokonań. Gdy moja córka miała 18 lat, program wymiany Work and Travel podjął legendarne w swojej historii decyzję - nawiązał stałą współpracę z organizacjami zajmującymi się ochroną przyrody. W&T skierował swoją popularność wśród studentów na właściwe tory, rozszerzając tym samym jedną prostą ideę - pora ratować Ziemię przed zanieczyszczeniem.

Córka nalegała, ja długo nie mogłam się zdecydować. Mówiła pięknie i przekonująco, ale bałam się wysłać ją tak daleko i na tak długo. Ale musiałam zrozumieć, jeśli nie ona — to kto? Decyzja została podjęta na jej korzyść, nie bez moich łez, oczywiście.

Moja dziewczynka stała się jedną z pierwszych wolontariuszek programu, które wyruszyły leczyć wody Pacyfiku. W pierwsze 2 lata udało im się uwolnić ocean od kilku ton plastiku. Na dzień dzisiejszy program od około 7 lat z powodzeniem realizuje wyznaczone cele. Moja dorosła córka nadal pracuje dla dobra organizacji i szkoli nowicjuszy. A ja spokojnie i cicho zmierzam ku środku swoich lat, obserwując bohaterskie czyny mojego dziecka.

Miała wtedy zaledwie 18 lat, w 2039 roku.

Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz

Autor postu

300
Madina Shaimerdenova