Wierzę, że każdy człowiek ma jakieś marzenie. Moim marzeniem zawsze było zobaczyć jak najwięcej krajów i poznać ciekawych ludzi z różnych zakątków świata. Co dziwne, Ameryka nawet nie znajdowała się na mojej liście, ponieważ zawsze uważałam, że trzeba być przynajmniej milionerem albo okraść bank, żeby móc sobie na to pozwolić.
Na moje szczęście, pewnego razu przeglądając internet, natknęłam się na reklamę z hasłem "America is waiting for you" i uznałam, że to znak. Tak właśnie zaczęła się moja trzymiesięczna historia.
Na samym początku prawie nic nie musiałam robić. Wysyłałam wymagane dokumenty i wykonywałam polecenia.
Bliżej maja wszystko zaczęło się psuć. Były pewne problemy z wnioskiem, więc musiałam czekać na formularz DS-2019 dłużej niż przewidywano. Zgubiłam teczkę z dokumentami, na szczęście odnalazła się po 3 dniach poszukiwań. Nie mogłam umówić się na rozmowę w dogodnym dla mnie terminie, więc każdego ranka monitorowałam stronę ambasady w nadziei na znalezienie odpowiedniej daty, co ostatecznie przyniosło efekty. Po przejściu przez wszystkie formalności pozostał jedyny i najbardziej stresujący krok – spotkanie z konsulem.