11 grudnia 2039 roku, 6:45 pm.
-
Kochanie, to po prostu szaleństwo! Lecieć na Księżyc?
Masz rozum? - oburzał się Doktor West, próbując otrząsnąć się po usłyszanym. -
Tato, taka szansa zdarza się bardzo rzadko i nie mam prawa z niej nie skorzystać! - odpowiedziała Majli.
-
Czy ty przynajmniej rozumiesz, jak daleko to jest?
Lecieć? Na Księżyc? To kompletne szaleństwo, moja droga córko zamierza lecieć na Księżyc cała sama! Kim? Kim! Powiedz jej coś, otrzeźw ją! Lot w Kosmos w tak młodym wieku jest niebezpieczny! Przemyśl to! -
Kochany, nasza mała Majli już dawno nie jest dzieckiem, tylko spójrz na nią. Rozumiem twoje zaniepokojenie. Sama się boję,
ponieważ Majli to najcenniejsze, co mam. A jednak wcześniej czy później dla każdego statku nadchodzi moment, kiedy trzeba opuścić rodzinną zatokę i wyruszyć na poszukiwanie nieznanych lądów. Bo jeśli statek będzie tak iść pozostawał w porcie, to wcześniej czy później zwiędnie, jak róża zimą. Majli, moja droga Majli, kocham cię z całego serca, wiesz o tym, i mnie, jak i twojemu tacie naprawdę jest trudno cię puścić. Jeśli nie zrobimy tego teraz, samodzielnie sklejemy twoje skrzydła, a zostały one ci dane właśnie po to, byś latała, prawda? -
Tak, mamo, - Majli nieśmiało się uśmiechnęła po wszystkim,
co usłyszała. -
Kochany, musimy dać naszej córce możliwość pokazania siebie. Przypomnij sobie tylko siebie! W jej latach przepłynąłeś cały
ocean samotnie, twoje oczy widziały dziesiątki krajów, tysiące miejsc, setki tysięcy ludzi! Nadszedł czas, kiedy musimy uwierzyć w Majli i pozwolić jej odlecieć, rozumiesz? -
Tak... myślę... ach, masz rację. Majli, kochanie! Bardzo cię kocham, wiesz,
ciągle to powtarzam, i choć mój głos i serce teraz drżą, to bardziej niż czegokolwiek chcę w życiu widzieć radość w twoich oczach. Tak, moja odpowiedź to tak, - powiedział Doktor West, po czym poczuł ulgę. -
Tato, mamo, kocham was obu tak bardzo-tak bardzo-tak bardzo, dziękuję! - z radością wykrzyknęła Majli, nie mogąc uwierzyć, że jej rodzice jednak pozwolili jej skorzystać z okazji i spełnić swoje odległe dziecięce marzenie.
Marzenia rodzą się we Wszechświecie po to, by się spełniać i dawać ludziom chwile szczerego szczęścia. Tak też stało się z Majli.
Jeszcze od najmłodszych lat marzyła o tym, by w przyszłości, kiedy dorośnie, polecieć na Księżyc. Brzmi śmiesznie i nierealnie? Przynajmniej tak było do 2025 roku, dopóki badania Sztucznej Inteligencji zdolnej do samouczenia się nie zostały ukończone. To był prawdziwy przełom, sensacyjne cudo. Dzięki temu odkryciu opracowano projekt ogromnej autonomicznej stacji kosmicznej, której rozmiary były porównywalne z całym kontynentem. Nazwano ją "Pandora".
"Pandora" rozwijała się w ogromnym tempie. Jej budowa została ukończona w 2031 roku, a w tym samym roku wysłano pierwsze sto kosmicznych promów "Normandia" do zasiedlenia stacji. "Pandora" stała się nowym Cudem świata, prawdziwym przełomem we wszystkich aspektach: zupełnie inny ekosystem, nowe, wcześniej nieznane gatunki zwierząt, o jakich można było tylko marzyć, ogromne niekończące się magiczne lasy Pandory, które zawierały w sobie całe piękno, jakie tylko natura posiada. I wśród tej całej piękności, w harmonii z naturą mieszkali ludzie, dalej udoskonalając swoje dzieło. Z biegiem lat Pandora osiągnęła doskonałość: 90% Księżyca zostało zagospodarowane i zaopatrzone w tlen, bezkresne lasy Pandory rozciągnęły się po horyzont i zostały zaludnione nowymi gatunkami zwierząt i roślin, przy widoku których zapiera dech w piersiach, a serce zaczyna bić szybciej i szybciej. Na Pandorę mogło dostać się tylko nielicznych, a chętnych było miliony. W 2033 roku
Rząd podniósł pytanie, jak pomóc w pierwszej kolejności dorastającym pokoleniom lepiej poznać Pandorę i w rezultacie postanowiono uruchomić program wymiany transplanetarnej, analogi którego na Ziemi istniały już przez wiele dziesięcioleci. Nazwano go "Work and Travel: Pandora".
12 grudnia 2039 roku,
10:15 am
Następnego ranka Majli zadzwoniła do
Transplanetary Exchange Center, czyli po prostu TEC. Na wezwanie dziewczyny w tej samej sekundzie odpowiedział głos Chloe, androida najnowszej generacji, posiadającego sztuczną inteligencję zdolną do samouczenia się i wyrażania własnych emocji oraz przeżyć. Zaproponowano Majli rozmowę kwalifikacyjną bezpośrednio z kierownictwem, w tym celu Chloe poprosiła Majli o założenie okularów rzeczywistości wirtualnej, ustawienie wyświetlania hologramu i wejście do systemu TEC. I zgasło światło na moment i po otwarciu oczu Majli już stała pośrodku Centrum.
Centrum było rzeczywiście ogromne: drapacz chmur z wieloma platformami startowymi dla latających ultradźwiękowych hipersamochodów, stacjami do ich ładowania, laboratoriami badawczymi, w których naukowcy dokonują pierwszych udanych prób teleportacji przedmiotów na znaczne odległości. Od mnogości miejsc i detali w tym ogromnym mechanizmie Majli kręciły się w głowie.
Wchodząc do środka, Majli musiała przejść kontrolę identyfikacyjną z wstępną rejestracją. Gdy tylko procedura została zakończona, Majli udała się prosto na rozmowę z Richemardem - szefem wydziału, który zajmował się transplanetarnymi transferami studentów na Pandorę.
-
Powiedz mi, Majli, co dla ciebie znaczy zobaczyć
Pandorę? - zapytał Richard, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. -
To moje marzenie od najmłodszych lat. Moja mama
zawsze powtarzała mi, że marzenia po to są stworzone, żeby się spełniać i czynić nas szczęśliwymi. A jeśli jesteśmy szczęśliwi, to i nasi rodzice, patrząc na nas, też stają się szczęśliwsi, - odpowiedziała mu nieśmiało Majli.
Przerwa. Promienie zachodzącego słońca przenikające przez ogromne panoramiczne okna równomiernie padały na twarz Richarda, na której zamroziło się uczucie zdumienia. Po kilku chwilach zmieniło się ono w ciepły uśmiech.
Spojrzał na Majli i opowiedział historię o tym, jak kiedyś podążał za swoim marzeniem i doprowadziło go to do miejsca, w którym jest teraz. Jedna odważna decyzja na zawsze zmieniła jego życie.
- Majli, przypominasz mi mnie w twoim wieku.
Kiedyś i ja zaufałem swojemu marzeniu i zdecydowałem się je zrealizować. W końcu życie dane jest nam po to, by odkrywać nowe horyzonty mimo wszelkich wątpliwości, a wątpliwości są naszym najgorszym wrogiem. Każda podróż zmienia człowieka od środka, chcę bardzo zobaczyć cię znów, Majli, zobaczyć po tym, jak odwiedzisz
Pandorę i wrócisz do domu.
Zamarła w miejscu. Po skórze przebiegły dreszcze z uświadomienia sobie, że już wkrótce zobaczy to, czego tak długo pragnęła.
"Pandora... już wkrótce spojrzę w twoje oczy", - wyszeptała Majli i uśmiechnęła się.
30 maja 2040 roku, 9:15 am
Nadszedł dzień odlotu. Rodzice Majli mocno ją przytulali, ale w ich sercach nie było już strachu i nieufności, tylko duma i radość za swoją córkę, która jeszcze wczoraj była małą dziewczynką, a za parę minut miała przelecieć tysiące kilometrów ponad chmurami w stronę swojego marzenia.
- Odliczanie: 5-4-3-2-1. Start! - rozległ się
głos systemu i ultradźwiękowe turbiny statku zaczęły pracować na pełną moc, poduszka grawitacyjna została wyłączona i statek poderwał się w górę, przecinając powietrze, pozostawiając za sobą jedynie słoneczny ślad. Majli nie mogła uwierzyć w to, co niedawno się z nią stało. "Czas poznać cię, Pandoro", - wyszeptała Majli i zasnęła.
Nadszedł czas, by się obudzić.
Silniki przycichają, następuje uruchomienie poduszki magnetycznej – lądujemy.
Po przybyciu na Pandorę
Majli przedstawiono innym dopiero co przybyłym młodym ludziom, podobnym do niej. Zgodnie z warunkami programu Centrum mieli oni prawo przebywać na Pandorze i badać ją przez okres 3 miesięcy. Ponadto Majli i jej nowi przyjaciele mieli pomagać mieszkańcom stacji w zadaniach, które im zostaną powierzone. Bardzo często wiązały się one z pomocą w badaniu nowych gatunków roślin i poszukiwaniu nowych gatunków zwierząt po bezkresach Pandory. Zwierząt było tu rzeczywiście bardzo wiele, zaczynając od Brzytwogona i kończąc na latającym Liarze, których uszy przypominały kształtem i ubarwieniem skrzydła najbarwniejszego motyla na Ziemi, poza tym Liary mają piękny głos i gdy słychać ich śpiew, wydaje się, że sam las śpiewa.
Badając Pandorę dzień za dniem, Majli i jej drużyna poszukiwaczy przygód zdążyli odwiedzić bezkresne dżungle pełne cudownych mieszkańców. Zdobyli fale jeziora Naos i z zespołem naukowców nawet dotarli do jego głębin, badając jego mieszkańców.
Każdego dnia odbywały się nowe wyprawy w poszukiwaniu przygód, nowe badania i wyzwania, niezliczone wzloty i drobne upadki, bo nie zawsze wszystko idzie tak gładko, jak byśmy chcieli, ale taka jest życie: nie da się obejść bez niespodzianek.
Czas płynął z prędkością światła. Nigdy nie czeka, nie zatrzymuje się. I już nadszedł sierpień.
Na Pandorze ten miesiąc jest uważany za szczególny, gdyż właśnie w ciągu ostatnich dwóch tygodni sierpnia na górze Siaks, której szczyt nieustannie pokrywa gwiezdne światło niczym magiczne przykrycie, raz w roku odbywa się narodziny
Gwiezdnego Smoka. To szczególne stworzenia. Po narodzinach, po upływie 21 dni, wzbijają się w górę i opuszczają Pandorę, zmierzając ku bezkresom Wszechświata w poszukiwaniu tego miejsca, gdzie naprawdę rodzą się gwiazdy, oświetlające drogę każdemu, który jest gotów podążać za swoim marzeniem aż do samego końca.
5 września 2040 roku, 7:15 pm
W ostatnich dniach Centrum przekazało wiadomość, że terminy programu dobiegają końca. Z lekkim smutkiem w duszy Majli i jej przyjaciele, siedząc w sali wspólnej, czytali na głos tę wiadomość.
W ciągu minionego lata młodzi bardzo się zbliżyli i stali już jak jedno ciało, jak rodzina. Nikt nie chciał się rozstawać, więc obiecali sobie nawzajem, że po powrocie do domu pewnego dnia znów wrócą na Pandorę, ale wcześniej spotkają się tam, na dole, na ukochanej Ziemi. Gdybyście tylko wiedzieli, jaka piękna jest Ziemia z kosmosu!
7 września 2040 roku,
11:15 am
Prom "Normandia"
przygotowuje się do startu. Młodzi, pożegnawszy się ze wszystkimi mieszkańcami stacji, weszli na pokład i zajęli miejsca. Majli usiadła przy iluminatorze: stamtąd było wyraźnie widać gwiazdy. Całą drogę powrotną patrzyła w bezkresne horyzonty Wszechświata, na mijające komety i błyszczące gwiazdy. Ich blask symbolizował nowy początek dla dziewczynki, która kiedyś marzyła o podróży w kosmos. Nadszedł czas powrotu do domu, przytulenia rodziców, a także odwiedzenia Centrum i Richarda. Przez całą podróż do domu Majli patrzyła na blask gwiazd i się uśmiechała, a w głowie miała tylko słowa wypowiedziane przez Richarda na samym początku jej, może krótkiej, ale unikatowej drogi: «Podróże zmieniły mnie».