Jak zwykle biegaliśmy po sklepach. Po przymierzeniu sterty szmat i zrobieniu małych zakupów, postanowiliśmy zaspokoić głód (byliśmy na 34th Street). Przekraczając próg Burger Kinga, nagle zrozumiałam, że mój telefon komórkowy zniknął!!!
Mój telefon komórkowy ze wszystkimi numerami!!
Mój telefon komórkowy, na który mogą zadzwonić i zaoferować mi pracę!!
Mój telefon komórkowy, w którym jest mnóstwo zdjęć!!
Mój telefon komórkowy, który służył mi również jako odtwarzacz!!
Mój telefon komórkowy!!!
Komuś może się wydawać, że to nie wielka strata, ale to środek łączności, bez którego na razie nie mogę się obejść, choćby dlatego, że zadzwonienie do kogoś jest problematyczne. Jeszcze choćby dlatego, że z naszej 7-osobowej grupy telefony miały tylko 3 osoby...
Pobiegłam na złamanie karku do Daffy's i widząc pierwszego napotkanego ochroniarza, krzyknęłam, że zgubiłam telefon. Od razu podał mi czarnego BlackBerry z pełną klawiaturą i zapytał, czy to ten? Ale powiedziałam, że to nie ten! (Ale głupia – powiedziały mi dziewczyny, że niby trzeba było wziąć ten, ale ja go nie potrzebuję, ja potrzebuję swojego, i w ogóle! Nie byłoby dobrze go brać!!!).
Wtedy pobiegłam do fitting roomu, gdzie ostatnio przymierzałam bluzkę od Patrizia Pepe i o cud! Miła dziewczyna oddała mi moją wierną Nokię!
Oto ona – Ameryka! Znalazłam swój telefonik, chociaż nawet nie miałam nadziei))))))

