Atlanta, Georgia
Cześć wszystkim, dzisiaj opowiem wam o Atlancie. Zeszłego lata, kiedy jechaliśmy Greyhoundem z Karoliny na Florydę, mieliśmy tak długi postój w tym mieście, że zdążyliśmy obejść prawie całe centrum (downtown). Przyjechaliśmy tam w nocy, poczekaliśmy godzinę do świtu i wyszliśmy z dworca około 7 rano. Było pochmurno i szaro. Nie przeszłam nawet kwartału, kiedy zatrzymałam się, żeby zrobić zdjęcie jakiejś tabliczce z napisem "Atlanta, Georgia". Wiecie, lubię robić zdjęcia napisom. Podbiega do nas policjant i pyta, co tu robimy i dokąd w ogóle zmierzamy. Myślę sobie, nie trzeba było tego fotografować, może to zabronione, w końcu to dworzec, jakieś ogrodzenie, napisane: "Restricted area, trespassing is prohibited". A jednak nie.
- Dokąd idziecie? W tamtą stronę jest bardzo niebezpieczna dzielnica! You may be killed, i am not kidding!
Tak oto bez żartów przywitała nas Atlanta..
Dodał jeszcze, że lepiej byłoby czekać na autobus w budynku dworca. Albo iść w drugą stronę.
Ok, poszliśmy. Pustymi ulicami w porannej mgle dotuptaliśmy do Placu Olimpijskiego.
Co więc wiem o Atlancie?
- Odbyły się tam Igrzyska Olimpijskie w 1996 roku,
- Znajduje się tam jedno z największych na świecie międzynarodowych lotnisk,
- Siedziba Coca-Coli i jej duże muzeum,
- Siedziba CNN,
- Oraz największe akwarium na świecie.
- Jest tam bardzo wielu Afroamerykanów, chociaż teraz populacja miasta stopniowo staje się bardziej zróżnicowana.
To chyba wszystko.
Ogólnie centrum wydało nam się całkiem miłe. Prawie wszystko, co wymieniłam, znajduje się bardzo blisko siebie - Muzeum Coca-Coli, CNN, Akwarium - wszystko to położone jest obok Placu Olimpijskiego. Dużo fontann, ławek i kwiatów.
I wiecie, co było dla mnie najbardziej zaskakujące po górach Karoliny Północnej? !W Atlancie! na każdej ulicy! na drzewach! kwitną kwiaty!!!! czerwone, białe, różowe, żółte!!! i małe palemki!!!
Robiliśmy sobie zdjęcia z prawie każdym drzewem i powtarzaliśmy: "Jesteśmy na dobrej drodze! Jedziemy na Florydę, jedziemy na południe!!!"
Zainspirowani tą szczęśliwą myślą, nie zwracaliśmy już uwagi na to, że przechodnie kilka razy oferowali nam kupno trawki, wypicie rosyjskiej wódki albo po prostu danie im pieniędzy.
Widziałam też tam, jak zabawnie koszą trawniki :) Pracownicy na specjalnej maszynie jeździli po parku, kosili trawę, a potem podjeżdżali tą maszyną tam, gdzie były wypalone żółte miejsca i rozrzucali pociętą zieleń na suchą ziemię. Wychodzi na to, że cały park wygląda zielono i świeżo nawet w tak gorącym klimacie. Prosto, pożytecznie i łatwo!

