Jutro o 9 rano ruszamy z domu na lotnisko. Siedzę na Nowosłobodskiej i czekam, aż Dimka odbierze bagaż. Dima to chłopak z Irkucka, który leci jutro razem ze mną! Ale najzabawniejsze jest to, że ja też jestem z Irkucka, ale wcześniej nigdy się nie widzieliśmy i dowiedzieliśmy się o swoim istnieniu dopiero wtedy, gdy składaliśmy dokumenty na J-1 Visa, świat jest taki mały.
Mam motyle w brzuchu, cały dzień nie mogę sobie znaleźć miejsca! Pakowałam rzeczy, myślałam, że skończy się na jednej walizce, a w efekcie wyszło: walizka + torba, jeszcze bezdenna torba-worek, torba z laptopem, torba z dokumentami... no po prostu jakiś koszmar, strach pomyśleć, co będzie, kiedy będę lecieć z powrotem, przecież chcę jeszcze kupić bęben!!!
Pewnie jak teraz zobaczę Dimę, to w ogóle zwariuję, Andriej (mój przyjaciel, który od miesiąca jest w Kapsztadzie) dał mi ostatnio definicję – emocjonalnie niestabilna i tak... ma rację. Przez cały ten tydzień skakałam ze skrajności w skrajność! Jednocześnie płakałam i śmiałam się, bardzo się denerwowałam i byłam absolutnie spokojna.
Bardzo miło było spotkać się z przyjaciółmi i gdyby nie ten wyjazd, nigdy bym nie uwierzyła, że aż tak mnie kochają!

