Jak to mówią, im dalej w las, tym więcej partyzantów.
Wywożą nas do lasu i tutaj już nie jest śmiesznie. A nam bez przerwy wmawiają, jacy to oni są wspaniali i cudowni i że dostali jakieś nic nieznaczące dla nas nagrody, ale fakt pozostaje faktem – tutaj nie ma absolutnie nic! A kiedy półmilionowe miasto zaczyna wydawać się ciasne, perspektywa spędzenia 4 miesięcy w lesie wcale nie napawa optymizmem.
Zamieszkaliśmy na poddaszu w małym pokoiku. Miejsca niewiele, ale mamy wszystko, co potrzebne. Zaczynamy pracować i wtedy w nasze życie na dobre wchodzi termin „imitacja burzliwej działalności”, bo pracy jest tu na półtorej osoby, a pracują cztery. Nawet biegam – czasem rano, czasem wieczorem. Jest mnóstwo wiewiórek i pręgowców – to główna publiczność. Słowo klucz – nuda. Powiedziałabym nawet, że totalna. Już majaczymy i zaczynamy śmiać się z rzeczy, z których w normalnym stanie nawet byśmy się nie uśmiechnęli.
Chcecie przykładów i nagich faktów? Proszę bardzo!
Jedyną radością jest nocny obchód terenu, który w momencie przyjazdu mieszkańców zamienia się w histerię. Trzeba dodać, że Aynane (czyli ja) nie jest dziewczyną o słabych nerwach i wiele już widziała, więc kiedy o dziesiątej wieczorem jedziesz przez kawałek lasu, w którym – wybaczcie wyrażenie – szwenda się niedźwiedź, a Varya piszczy na widok każdego żuka – to jest normalne. Ale kiedy sprawdzasz toalety i znajdujesz w jednej po prostu nieludzkich rozmiarów KUPĘ, nie, nawet tak -
KUPĘ
to już poważnie zastanawiasz się, czy człowiek jest do tego zdolny, czy zrobił to ten słynny niedźwiedź. Właśnie wtedy zaczyna się beka i stuprocentowy absurd.
Wieczorami nie ma absolutnie nic do roboty i już dziękuję wszystkim bogom, że wzięłam ze sobą laptopa. Teraz do upadłego gramy w zombiaki i Peggle. Moja rada dla was – miejcie na laptopie z pięć małych, zajmujących gier – będzie co robić, bo przytulny VKontakte śpi z niemal całą listą znajomych, podczas gdy ty nie masz co robić w wolnym czasie.
Jeszcze jedna rada. Bierzcie laptopa/PDA (komu w życiu poszczęściło) z zainstalowanym Skype'em i trzema przeglądarkami (dla laptopów) oraz zapasowymi płytami z programami/sterownikami do wszystkiego, co możliwe. Uwierzcie, nie zajmą dużo miejsca, ale zaoszczędzą tonę nerwów, bo zgodnie z prawem Murphy'ego – jeśli coś może się zdarzyć, to się zdarzy.
Ze Skype'a dzwoni się najtaniej, bezprzewodowy internet jest w każdym McDonaldzie, Wendy's, Starbucks i innych jadłodajniach. Kupując szklankę coli, stajesz się klientem. Klientów stamtąd nie wyganiają, więc siedź ile chcesz, dopóki nie zamkną interesu.
