Tak, dawno nie pisałam. Minęły już prawie 2 miesiące od momentu, kiedy pisałam ostatni raz. Więc wszystko po kolei. Zarejestrowaliśmy się na program. Kosztuje nas 1290 dolarów. Pierwsza wpłata to 335. Dopiero po podpisaniu wszystkich papierów zdecydowałam, że jednak można powiedzieć rodzicom. Byli szalenie zadowoleni. Tata był po prostu szczęśliwy, że w końcu będę mogła przywieźć mu coś z eBay. A mama przyjęła to z rezerwą, ale uspokoiła się, gdy wszystko jej wyjaśniłam. A w środku wszystko mi drżało! Potem trzeba było załatwić jeszcze kilka spraw: wyrobić kartę w banku, wziąć 2 zaświadczenia z dziekanatu, opłacić rachunek i zaoszczędzić pieniądze. Kosztuje to jeszcze 1250 rubli. Ta karta będzie ze mną jako międzynarodowa legitymacja studencka (IEC), swego rodzaju legitymacja młodzieżowa, oraz jako karta bankowa + ubezpieczenie zdrowotne. Kartę otrzymałam dopiero po 3 tygodniach, za to teraz mam i kartę, i dostęp do konta elektronicznego. Kartę trzeba aktywować, żeby to zrobić, trzeba zadzwonić do Moskwy – połączenie jest bezpłatne. Tak, co jeszcze zdążyłam zrobić przez te 2 miesiące. W końcu złożyć dokumenty na paszport zagraniczny. Na szczęście Internet jest pod ręką, więc wszystko zebrałam wcześniej i w centrum migracyjnym nie siedziałam dłużej niż 20 minut. Teraz odbiorę go 1 grudnia. Latem pisałam artykuły do czasopisma, teraz dostałam za nie wypłatę. Nie złote góry, oczywiście, ale też nie miedziaki. Mało, ale na start kariery dziennikarskiej – wcale nie tak źle. Szkoda, że to bardziej „fucha” niż praca. Żeby zarobić całą potrzebną sumę, zatrudniłam się jako kelnerka w restauracji. Czasami jest niesamowicie ciężko. Ale wiem, po co to robię. Każdy zarobiony rubel zostanie przeliczony na dolary i trafi na kartę. Ale na razie tak nie wychodzi. Po pierwsze, dlatego że po prostu potrzebny był ciepły płaszcz na jesień. Tak samo niedługo zima, a zimowej odzieży wierzchniej nie ma. Ponieważ mamie trzeba było zrobić prezent, na co poszły moje napiwki, a z pensji z czasopisma żyjemy z bratem. Ale obiecał oddać za tydzień. Więc na razie wszystko jest dobrze. I mniej więcej połowa sumy już jest. Źle tylko to, że nie wiadomo dokładnie, kiedy będzie potrzebna cała suma, żeby jakoś się przygotować i trochę dorobić. Teraz mam straszną depresję z powodu pytania: „Czy wystarczy pieniędzy?”. I w ogóle nie mam wolnego czasu. Praktycznie. Chociaż czasami udaje mi się spotkać z przyjaciółmi i jakoś odrobić pracę domową. I jeszcze zdążyłam zakwaterować się w sanatorium przy uniwersytecie. Za tydzień się wprowadzam. Jeszcze nie wiem, jak będę łączyć to z pracą i nauką. Wiele lat chciałam i w końcu się zebrałam. Jedyne, co mnie teraz przeraża, to to, że do tej pory nie zaczęłam szukać pracy. Dlaczegoś tak strasznie zacząć. Oto i teraz siedzę, piszę, zamiast się zebrać i zacząć szukać pracy. 21.11 10.11.2010
