Po opłaceniu pokoju w hotelu na kolejny miesiąc w kieszeni zostało mi 8 dolarów. Na szczęście mój przyjaciel, który wracał do ojczyzny, zażądał, bym oddał mu 100 dolarów długu teraz, a nie w Rosji, bo brakowało mu na ciuchy. Nieważne, damy radę.
Tutaj zaczyna się walka o przetrwanie. Zdajesz sobie sprawę, że zostaje tylko jedna opcja – znaleźć pracę w ciągu tego tygodnia. Inaczej być nie może. Myśl o tym, że wrócę do Rosji, niczego nie osiągnąwszy, została od razu odrzucona, dla mnie byłaby to hańba. A przeżyć za 8 dolarów dłużej niż tydzień było prawie nierealne.
Prosić rodziców o przysłanie pieniędzy? Nie, niech myślą, że u mnie wszystko w porządku.
Po prostu prosić o pomoc znajomych? Nie, duma nie pozwoli.
Pozostaje liczyć tylko na siebie i własne siły.
Przez pierwsze 4 dni nie miałem szczęścia z pracą: „Przepraszam, nie ma miejsc”, „Mówi pan po hiszpańsku? Nie? Do widzenia”, „Wypełnij aplikację i poczekaj jakiś czas”. I oto pod koniec tygodnia, kiedy siły były na wyczerpaniu, a nutka rozpaczy powoli wkradała się do mojej głowy, szczęście w końcu się do mnie uśmiechnęło.

