Już pisałam, że nasz hostel nie jest najwspanialszym miejscem na ziemi, ALE ogromny czarny żuk pod prysznicem to już przesada! Kiedy go zobaczyłam, ledwo powstrzymałam krzyk, ale wybiegłam stamtąd bardzo szybko!
Zarejestrowałam się na Couchsurfingu. Pewna rodzina zaproponowała, żebym pomieszkała u nich tydzień! Przed przyjazdem tutaj myślałam, że mój angielski nie jest zły, ale szczerze mówiąc, zaczęłam rozmawiać dopiero wczoraj i to jakoś koślawo, a przez cały tydzień milczałam... chyba byłam w szoku.
Przedwczoraj poszliśmy do kina! I nawet coś rozumiałam!!!!
Poznałam tutaj chłopaka o imieniu Andriej, jest bardzo miły, pomógł mi dogadać się z rodziną, u której teraz mieszkam... wiecie, nie spodziewałam się, że po naszym hostelu trafię do takiego raju. Mam swój pokój, swój prysznic, basen zaraz po wyjściu z pokoju, więc jest tu całkiem nieźle!
Ale najważniejsze jest to, że rozumiem, co do mnie mówią i oni rozumieją mnie, w przeciwieństwie do chłopaków z hostelu... i w ogóle w Kapsztadzie. Tutaj wróciło do mnie poczucie pewności, że potrafię mówić!
Dzisiaj chodziliśmy oglądać mieszkania... Wybraliśmy domek: salon połączony z kuchnią jest bardzo uroczy i dwie sypialnie! Dla czterech osób, moim zdaniem, idealna opcja. Kosztuje 7500 randów miesięcznie + prąd, czyli w przeliczeniu na ruble około 10000 rubli miesięcznie na osobę. Zostało jeszcze rozwiązanie kwestii pracy. Andriej obejrzał moje CV i powiedział, że to kompletne dno i obiecał przerobić, więc będę czekać!
Tutaj w Kapsztadzie jest bardzo ciekawy system autobusów, nazywa się MYCITY BUS, te autobusy mają oddzielną drogę i przystanki, coś w rodzaju metra! W ogóle ciekawa sprawa, trzeba będzie potem w instytucie zabłysnąć swoją wiedzą! Chociaż do tej pory nie wiem, czy dali mi urlop dziekański!
Ale to już nieważne, jak mówi Andriej, Kapsztad to miasto, które wciąga!





