Dzień drugi.
No więc, został nam jeszcze jeden dzień w L.A. Pierwszą część dnia poświęciliśmy naszemu samochodowi. Sprawa wyglądała tak, że od długiej trasy jedna opona się starła i trzeba było ją pilnie wymienić. Postanowiliśmy pojechać do meksykańskiej dzielnicy i znaleźć tam jakiś niedrogi warsztat. Analeigh jak zawsze rano gdzieś poszła, zostawiając nas samych. Podczas gdy ja z bratem pojechaliśmy naprawiać auto, dziewczyny poszły gdzieś na zakupy. Ponieważ mieszkaliśmy w samym centrum, sklepy były blisko.
Pojechaliśmy więc do Meksykanów zmieniać oponę. Bez problemu znaleźliśmy miejsce, gdzie można to zrobić. Za 20 dolarów wymienili nam jedną oponę.
Potem zachciało nam się na zakupy. Pojechaliśmy do naszych dziewczyn, które były w Beverly Center – dużym supermarkecie odzieżowym w Beverly Hills. Analeigh też tam była. Ponieważ ceny były tam dość niskie jak na Kalifornię, postanowiliśmy coś sobie kupić i spędzić tam trochę czasu.
Po 2 godzinach odkryłem, że wydałem już 300 dolarów na ubrania i postanowiłem z tym skończyć. Zabrałem brata, dziewczyny i pojechaliśmy jeszcze raz na plażę w Santa Monica, a potem do domu.
W domu Analeigh zaprosiła nas na kolację do Hollywood. Oczywiście zgodziliśmy się. Postanowiliśmy jechać naszym autem, bo do samochodu Analeigh nie zmieściłoby się tyle osób (był tam straszny bałagan). Usiadłem za kierownicą. Powiem szczerze, po Los Angeles trochę ciężko mi się jeździło, w końcu to bardzo duże miasto. Wszyscy mnie wyprzedzali, trąbili na mnie, denerwowałem się. A tu ja zgłosiłem się na ochotnika i zawiozłem nas wszystkich do Hollywood. Po drodze 2 razy prawie wjechałem w inne samochody, na co Analeigh zareagowała zupełnie spokojnie.
Kolację zjedliśmy w całkiem niezłej restauracji w stylu retro w centrum Hollywood, niedaleko Alei Gwiazd. Analeigh zapłaciła za nas wszystkich, chociaż prosiłem ją, żeby tego nie robiła. Ale rachunek był dość mały – około 100 dolców. Potem, kiedy wracaliśmy do domu i staliśmy na przejściu, jacyś ludzie rozpoznali Analeigh i zapytali, czy gra w filmach. Odpowiedziała, że tak, gra. Jak miło było wtedy wiedzieć, że w naszym samochodzie siedzi gwiazda Hollywood, nawet jeśli dopiero zaczynająca.
Tak zakończył się nasz pobyt w L.A. Bardzo mało czasu było, bardzo. Potem jeszcze z bratem poszliśmy w nocy na spacer po centrum i poszliśmy spać, bo rano musieliśmy jechać dalej do San Francisco.
Los Angeles, jak każde inne duże miasto, ma swoje wady. Ale bardzo przyjemnie było jechać drogami, które wcześniej widziałem tylko w filmach.




