Doleciałam bez problemów do Nowego Jorku i pojechałam na Long Island, żeby się przespać. Rano miałam wielkie plany podboju Nowego Jorku) Wszystko, czego nie zdążyłam zrobić przez całe lato w Nowym Jorku, musiałam nadrobić w jeden dzień) Obudziłam się o 7 rano i ruszyłam w drogę.
Pierwszy przystanek - Times Square. Choć przechodziłam obok tego miejsca wiele razy, jak można wyjechać z Ameryki bez zdjęcia na Times Square)) Plus trzeba było pożegnać się z tym słynnym miejscem... weszłam też do Quiksilver i kupiłam sobie koszulkę z Nowym Jorkiem) jestem zachwycona, nikt takiej nie będzie miał, to nie są jakieś banalne napisy "I
NY"))
Potem pojechałam pospacerować do Central Parku. Przez cały ten czas nie odwiedziłam tego legendarnego miejsca. Tak nie może być) Ale po drodze wpadłam jeszcze do sklepiku, kupiłam sobie trochę ubrań, a potem jeszcze biżuterię)) To jakieś szaleństwo, dopiero początek dnia, a ja już biegam z torbami))
Po spacerze po Central Parku pojechałam do Chinatown, bo nigdy nie byłam w tej dzielnicy, a poza tym można tam kupić tanie pamiątki) weszłam, zrealizowałam plan) ale Chinatown mnie zadziwiło, co dziwne, liczbą Chińczyków)) Nawet nie myślałam, że będzie ich AŻ TYLU))) no, spodziewałam się, że będą, ale nie że 98% ludzi na ulicach) Spotkałam dosłownie 2-3 osoby niebędące Chińczykami))
Kolejny punkt - Statua Wolności) Poszłam, kupiłam bilet, popłynęłam statkiem, podziwiałam, posłuchałam wycieczki audio. Bardzo chciałam pojechać jeszcze na Ellis Island, ale bałam się, że nie zdążę czasowo. Chodzi o to, że miałam jeszcze w planach odwiedzić Brighton Beach i zdążyć przed zachodem słońca na Empire State Building. Bo bardzo chcę zobaczyć miasto w świetle dziennym, a potem w światłach) Ale jeśli pojadę na Ellis Island, to być może nie zdążę przed zachodem słońca...
Podczas płynięcia od statuy w stronę Manhattanu zrozumiałam, jak bardzo jestem zmęczona i jak nie chcę nigdzie jechać... To wszystko przypominało mi te dni, kiedy pracowałam jako kurier parę lat temu, trzeba zajechać w mnóstwo miejsc do określonego czasu... tylko tam pod koniec dnia ładunku było mniej, a u mnie wręcz przeciwnie) Ale wtedy mnie olśniło - o rany, przecież dzisiaj jest mój ostatni dzień w Ameryce! Przestań marudzić, czas wycisnąć z tego dnia wszystko!!)
Dojechałam do Brighton, pospacerowałam, podziwiałam rosyjskie napisy, słuchałam rosyjskojęzycznych ludzi wokół)) To takie wspaniałe, kiedy w innym kraju widzisz kawałek ojczyzny))) Ech, a przecież niedługo rosyjskojęzyczni ludzie wokół nie będą wywoływać tyle emocji, zaledwie za parę dni...
Pojechałam z Brighton z powrotem, zanim dojechałam - już zaczęło się ściemniać. Weszłam na Empire State Building i zaniemówiłam... To obłęd! Całe miasto jak na dłoni, nawet nie wierzę, że jestem na takiej wysokości! Chciałam robić zdjęcia, zdjęcia, nagrywać wideo, jeszcze robić zdjęcia! Chciałam też długo po prostu patrzeć z wysokości na wszystko, co dzieje się na dole... obraz psuła tylko ogromna liczba ludzi, którzy również pchali się, żeby to wszystko zobaczyć..
Zeszłam po tym niewyobrażalnym widoku, poszłam na mini-zakupy i pojechałam z powrotem na Long Island. Jutro mam samolot do Moskwy. I tak oto skończyło się moje lato w stanach. Nie wierzę, że jeszcze tylko trochę czasu i będę już w Rosji.




