Szybko wbiegłyśmy do autobusu, zjadłam dosłownie parę ciastek i poszłyśmy na spacer!) Ja, dwie Ole z Inyazu i Katia) Poszłyśmy zwiedzać Moskwę, Olya zorganizowała nam całą wycieczkę!!!!)))))))))
Od razu powiem publicznie - jestem głupia, jak mało kto! Pojechałam do Moskwy w SZPILKACH!!! Naprawdę, jednym słowem głupia! Tak sobie obtarłam nogi, że ooooooookropność!!!!!!! Po prostu umrzeć!!!!
Na początku jeszcze miałam zapał, żeby gdzieś iść, ale potem miałam tylko jedno pragnienie - paść spać w autobusie... Ale autobus był zamknięty do 18:00, a kierowcy spali!!!))))
W ogóle Moskwa robi ciekawe wrażenie. Takie uczucie, jakby się trafiło w czasy Carskiej Rosji, w XVIII-XIX wiek))))))
Jeszcze wydawało się, że wszystko jest w jakiejś mgle) Na początku myślałam - to z przemęczenia, nerwów i niewyspania. Ale tak naprawdę to wszystko kurz!!!)))))
Najpierw poszłyśmy na Stary Arbat)))))) Ulica fajna, ale dłuuuuuga))) Chodzą jacyś bezdomni z tabliczkami reklamującymi różne restauracje, biegają panie po 50-tce w rosyjskich strojach ludowych z kokosznikami i naganiają do sklepów z pamiątkami!
Myślałam, że to żart, że w Moskwie jest dużo osób nie-rosyjskiej narodowości, ale tam ich naprawdę jest dużo!))) Przynajmniej ja ich dużo spotkałam)))))) A także mnóstwo obcokrajowców)
Znalazłyśmy McDonald's (jak śmiesznie napisali w newsletterze "sieć darmowych toalet"), prawda, zanim znalazłyśmy tam toaletę, namęczyłyśmy się)))))))) No tak, jesteśmy z prowincji)))
Potem poszłyśmy do Soboru Chrystusa Zbawiciela, (choć może już mylę nazwę))))) Bardzo pięknie!!!))) Potem dokuśtykałam (innego słowa nie znajdę) do pomnika Piotra Wielkiego))))
Boże, myślałam, że nie dojdę z powrotem...) Na dworze było ciepło, świetna pogoda na wycieczkę po Moskwie, a ja już umierałam... Dziewczyny też zaczęły się poddawać)
Poszłyśmy z powrotem, tylko inną drogą! Przez Kreml!
Ten mur kremlowski jest taki dłuuuuugi!!!!)))))) Ale wrażenie oczywiście jest super) Jak zamek!
Wyszłyśmy na Wasiljewski Spusk (choć szłyśmy pod górę), i kiedy zobaczyłam, że droga jest BRUKOWANA, myślałam, żeby zdjąć buty i iść boso!!! Ale jakoś dotarłyśmy nawet do Soboru Wasyla Błogosławionego (znowu boję się pomylić nazwę)))))). No tak, pięknie, ale jeszcze bardziej zdziwiły mnie pozostałe budynki! Wyglądały jak z obrazka! Szczególnie podobał mi się ten czerwony, i takie uczucie, jakby leżał na nim śnieg!)) (Pamiętacie takie stare szklane bombki choinkowe w kształcie chatki pokrytej śniegiem? No, wydawało się, że to OGROMNA taka zabawka))))
Wyszłyśmy na GUM, na Plac Maneżowy (żeby znowu nie pomylić), i mój stan stał się jak u chorego pingwina, który trafił do Afryki. Bo już przestawałam rozumieć, co się w ogóle dzieje! Godzina dopiero 3, a nogi mi odpadają!
(A wy myślicie, dlaczego wam to wszystko opowiadam??? Po prostu chcę opisać tę trasę, którą przeszłam kulejąc!)
Poszłyśmy na Stary Arbat, weszłyśmy do El Patio, chciało się zjeść coś gorącego, a odpoczynek też by nie zaszkodził. Zamówiłyśmy pastę (mmmm, taka pyszność) i sok))))) Kelnerka nie mogła się od nas odczepić) Albo przyniosła kupon na zniżkę (jeśli zamówienie powyżej 1000 rubli - 450 zniżki, prawie 50%), albo próbowała wcisnąć jakąś kartę) A my, blade i zmęczone, już niczego nie chciałyśmy)))))) Z boku pewnie wyglądałyśmy żałośnie)))))))))))))) Ale po jedzeniu zaczęłyśmy się uśmiechać i (o, cud!!!) przypomniałyśmy sobie, że kilka godzin temu dostałyśmy wizę!!!!)))
Weszłyśmy do sklepu, kupiłyśmy wódkę (no, na prezent)))), pić w autobusie już się nie chciało ))))))
Stoimy przy kasie. Olya: "Ciekawe, jak wyjaśnimy, że nie mamy paszportów"))))) I wszyscy się uśmiechają, wszyscy przypomnieli sobie, że paszporty są w ambasadzie! JUHU!!!)))
Sprzedawczyni patrzy na mnie i pyta: "Masz 20 lat?", a ja zaczynam grzebać w portfelu, "Nie" - mówię - "Tylko 50" (rubli)))) Ona: "Pytam o wiek", Ja: "aa... oczywiście mam", uwierzyła))))))) Chociaż do 20-tki mam jeszcze pół roku. Czegoś nie zrozumiałam, w Rosji sprzedają alkohol od 20 lat???)))
Dokuśtykałyśmy do ambasady, wykończone))))) Od razu weszłam do autobusu, zdjęłam szpilki, założyłam ciepłe skarpetki i koniec... zasnęłam))))
Mówią, że jeździłyśmy po Moskwie jeszcze 1,5 godziny, ale ja już tego nie widziałam)
Obudziłam się około 22:00, a resztę czasu po prostu drzemałam)
W autobusie było duszno, a na przystankach otwierałyśmy luk, żeby przewietrzyć)))
Moje biedne nogi (gdyby mogły mówić - na pewno przeklęłyby właścicielkę)))))
W szpilki już nie mogłam wejść)
Przyjechałyśmy o 4:00-4:30... Dzięki Bogu podwieźli mnie do mojego przystanku, dziękuję ci Olyeczka!! Nie wiem, co bym zrobiła!!!)
A potem było jeszcze weselej! O 5:40 wysiada z samochodu dziewczyna w płaszczu, dokuśtykała w szpilkach (które trzymały się na palcach) do ławki. Zdejmuje szpilki, ludzie dookoła bez wstydu gapią się na idiotkę. Zakłada ciepłe skarpetki, bierze szpilki do ręki i... idzie ulicą w skarpetkach))) A raczej skacze ze szczęścia! Tego mi chyba brakowało pod ambasadą - zdjąć szpilki i skakać jak mała dziewczynka!!!
Doszłam do klatki schodowej, a tata, który na mnie czekał, widząc ten obrazek (mnie w płaszczu i skarpetkach), śmiał się bardzo długo!!!))) "Z Ameryki też wrócisz w skarpetkach???))))) "
O 7 rano, po podzieleniu się ze wszystkimi wrażeniami, padłam na kanapę i spałam do 20:00!!! Twardym, martwym snem!!!)))))))))
A wieczorem już świętowałam, skakałam na kanapie, krzyczałam!!! Moja radość nie ma granic!!!!!!





