Masz marzenie? Idź do niego! Nie możesz iść? Czołgaj się do niego! Nie możesz się czołgać? Połóż się i leż w kierunku marzenia!
12.09.10. Wróciliśmy do Rosji. Lato minęło... A to oznacza znowu „chcę spać”, „jest mi zimno” i „upijmy się w weekend!”. A jak fajnie było tam, w Marmaris!!! Ech, trzeba by na przyszły rok coś wykombinować...
- A może pojedziemy pracować za granicę?
- Jedźmy! Turcja? Włochy? A może do Ameryki?
- Nie, Ameryka jest droga, jedźmy do Włoch...
- Jedźmy!
Zaczęło się szukanie agencji, przeglądanie ofert pracy i wszystko jak należy. No ogólnie coś nam tam we Włoszech nie pasowało. Myśleliśmy... Jedziemy do Ameryki!!!!! Juhuu!!!!! I to nie sami: z grupy, oprócz mnie i Maszy, jedzie jeszcze 7 chłopaków, to już pewne, a jeszcze 1 chłopak się zastanawia... Masakra! Najważniejsze, żeby w dziekanacie się nie dowiedzieli, bo nas wszystkich wywalą, chociaż jak wywalą, to znowu w tej samej grupie się reaktywujemy i będziemy razem studiować! A jeszcze z roku jedzie 3 osoby. No ogólnie 10 mega fajnych osób na bank już jedzie podbijać Amerykę!) No właściwie jeszcze ambasada... ale wierzę w nas!
Mamy nawet plan! Na razie jest mniej więcej taki: część jedzie 29, a część 30 maja, spotykamy się w NY. Imprezujemy tam parę dni, świętujemy moje urodziny 31 maja, a dopiero potem rozjeżdżamy się, kto gdzie znajdzie pracę. Jak by było fajnie się nie rozjeżdżać... ale to mało prawdopodobne, rozumiem... Swoją drogą, kto będzie w NY w tym czasie, dołączcie do nas!
A teraz w grupie tylko rozmowy o Ameryce! Wszyscy chcą już szybciej jechać. No tak... wyobrażam sobie, co będzie bliżej lata. Dobra, koniec, czas zająć się sobą. Uczyć się angielskiego, poprawić formę fizyczną i zacząć w końcu, cholera, studiować! Bo inaczej wywalą przed czasem i nigdzie nie pojadę! =(


