29 czerwca 2010 (1:00 w nocy w Petersburgu)
No i po moich 21. urodzinach. Prezent jak się patrzy – wyjazd do Ameryki. Jakże długo o tym marzyłem. Cóż, marzenia się spełniają. Choć było ciężko. Praca, studia – wszystko trzeba było pogodzić dla jednego celu – tego wyjazdu. Ale nic nie szkodzi, myślę, że wszystko się zwróci. Mimo wszystko mam przeczucie – zapamiętam to na całe życie.
Piszę teraz z lotniska, chce mi się spać – ale nie wolno, choć niby nie jest tu niebezpiecznie. Bardzo ładne lotnisko – niespodzianka. Nawet policjant 3 kroki dalej właśnie usiadł, ale nie odważę się zasnąć.
Tu noce są naprawdę jaśniejsze niż w Jarosławiu. Chyba znowu przeciąg. Czekam na 7:30 rano – mój wylot. Już wiele razy myślałem o nadchodzącej wizycie w USA – nic nie wiem. Pełna niepewność, niewiadoma. Może właśnie dlatego jest to ciekawsze, doświadczenie cenniejsze.
Tak, naprawdę jest przeciąg, chciałem doczekać do samolotu z Antalyi o 3 nad ranem, chciałem zobaczyć ich opaleniznę – ale pójdę, bo jeszcze mnie przewieje. Nie mogę chorować – przede mną dużo spraw.

