Wczoraj pojechaliśmy z Richem obejrzeć jeszcze jedno miejsce. Ale po jego obejrzeniu zdecydowałam jednak przeprowadzić się do babci, bo w zasadzie mogę dojeżdżać do pracy rowerem w około 30-40 minut lub autobusem. Jedyny minus – nie ma u niej Wi-Fi, co nie jest zbyt radosne, bo mam ze sobą tylko tablet, do którego nie da się podłączyć internetu kablowego. A internet jest mi niezbędny – rodzice i ukochany wpadają w panikę, jeśli nie piszę do nich dłużej niż dobę) Ale innego wyjścia na razie nie mam, więc przynajmniej przez pierwszy miesiąc będę mieszkać u babci. A do internetu można wykorzystać McDonald's lub Starbucks)
Spakowałam rzeczy, Richard zawiózł mnie do babci. Potem zaczęliśmy rozwiązywać kwestię roweru. Najpierw chciałam kupić używany, bo rower Richa, który chciał mi oddać, był dla mnie za duży – nie sięgałam nogami do pedałów) Ale wtedy nagle pomógł przypadek. Po raz pierwszy od czasu, gdy mieszkałam u Richa, zagadałam do jego ojca. I opowiedziałam mu o swoich planach kupna roweru. Wtedy nagle przypomniał sobie, że mają jeszcze jeden rower! Który pasował mi już idealnie) Tak, naprawdę warto rozmawiać z Amerykanami)
Wsiedliśmy z Richem na rowery i pojechaliśmy do mojego nowego domu. Po drodze Richard przeprowadził mi instruktaż, jak jeździć na rowerze, a ja z kolei przypominałam sobie, jak to się robi) W końcu nie jeździłam na rowerze pewnie z 7-10 lat))) I najwyraźniej było to widać, bo Richard z taką obawą patrzył na moje próby jazdy i próbował mnie odwieść od jeżdżenia do pracy rowerem. No cóż, mi też strasznie jeździć na nim, ale do pracy jakoś trzeba dotrzeć) Najpierw będę uczyć się trasy do pracy, a na razie jeździć autobusami. Ale to i wydawanie pieniędzy, i ich rozkład jest głupi – do 7 wieczorem. Poprosiłam szefa o ustalenie mi grafiku do 7 wieczorem, ale powiedział, że niczego nie może obiecać.
Ale przynajmniej jeden plus – z tym kosztownym mieszkaniem pojawił się u mnie bodziec do szukania 2. pracy. Byłoby świetnie znaleźć pracę blisko domu, rano pracować w 1. pracy, a wieczorem w 2., żeby nigdzie nie jeździć. Ale diabeł wie, jak to wyjdzie.


