CZEŚĆ!!!!!!!!!!!!!!!
Jestem już tutaj!!!!!! Jestem w USA!!!!!
Zacznijmy od początku....
Na naszym lotnisku wszystko jak zwykle wolno... Nawet trochę się pokłóciłam... Ale moje miejsce było po prostu super... Wszyscy siedzieli po 3, a my byliśmy tuż przy wyjściu ewakuacyjnym... I wychodzi na to, że siedzieliśmy we dwójkę... Ze mną był jakiś facet... Nakarmili nas i nalali. Postanowiłam się napić, nalali mi kieliszek czerwonego wina i wypiłam... Pewnie było wzmacniane.... W każdym razie uderzyło do głowy i zachciało się spać.... Ale nie spałam... Swoją drogą, wylecieliśmy później... Przylecieliśmy na miejsce... Wsadzili nas do autobusu i na lotnisko.. Okazało się, że mój terminal A jest w innym miejscu, ale szłam za znakami i za wszystkimi... Dotarliśmy do pociągu!!!!!!! I nim pojechaliśmy na terminal.. Szaleństwo.... A dookoła Niemcy.... Dotarłam.... A tam od razu znalazłam swój Gate i myślę, pójdę do toalety... Siedzę tam, sorry... I nagle mówią po niemiecku o moim locie. Wtedy zrozumiałam, że w takiej sytuacji nawet znam niemiecki.. I wszystko rozumiem.... A potem powtórzyli po angielsku.. Ale ja już wszystko wiem..... Jaka ja jestem mądra.. HIHI!!!! Okazało się, że Gate został przeniesiony... Dzięki Bogu, że trzeba było tylko trochę przejść do przodu.. Bo w razie czego znowu musiałabym jechać pociągiem..... No i poszłam powąchać perfumy w Duty Free.
No i potem zaczął się boarding... Samolot był po prostu super.... układ 2-4-2. Siedziałam na skraju 4-ki. A na drugim skraju od razu usiadła Amerykanka.... I co myślicie???? Nikt między nami nie usiadł... Tzn. miałyśmy po 2 miejsca. A po bokach siedzieli różni staruszkowie, patrzyli z taką zazdrością.. Ale, NIE BYŁO PISANE!!!!!!!!!!!!HAHAHA!!!! I wtedy zobaczyłam cały serwis..... Na każdym siedzeniu były zapakowane słuchawki i kocyk (a ja, jak wieśniaczka, pomyślałam, że to ręcznik!!!!!!) Na przednim siedzeniu był monitor i tam przepadłam!!!!! Mieliśmy mały przedział, tylko 5 rzędów i byłam w ostatnim..... Pięknie... Była tam kolekcja 10 filmów i wszystkie stosunkowo nowe, teledyski, muzyka, bajki.. I mnóstwo przydatnych informacji......
O Lufthansie od razu... Firma po prostu super! I jak ludzie w ogóle żyją. Ta dziewczyna obok okazała się weganką i miała specjalne menu.... I jeszcze niektórzy staruszkowie. Wszyscy byli na specjalnej liście! No nic, pomyślałam, my też tacy będziemy! Stewardessy i stewardzi też fajni. Wylecieliśmy trochę później, dlatego się spóźniliśmy... Chyba wiatr był silny. Trochę poczekaliśmy. A ja zaczęłam oglądać po angielsku "Wyznania zakupoholiczki". Trzeba było ćwiczyć język. Wszystko rozumiałam... Po prostu super. Potem jeszcze 2 filmy, muzyka, jak spałam itp. Spać specjalnie się nie chciało. Trochę poleżałam na 2 miejscach... Haha!!! Niemcy i Amerykanie pękli z zazdrości... A toalety tam są super. No wszystko, po prostu wyższy pilotaż!!!!!
Teraz o jedzeniu... Jadłam tam... Karmią ok. Od razu dali przekąski (suche ciasteczka) i wodę. W moim przypadku koktajl Campari z sokiem. Prawda, stewardessa najpierw zapytała, czy mam 18 lat.... A sama też była młodą dziewczyną. I kiedy powiedziałam, że mam 21, razem się zaśmiałyśmy. Powiedziała mi, że ona też zawsze ma ten sam problem. Myślałam, że tu walnę i zasnę... Ale tam wszystko było jakieś takie żwawe. Potem jeszcze trochę wypiłam wina. Ale jestem porządną osobą. Potem dali tacę z gorącym i różnościami. Całą drogę przynosili wodę i soki. A niedługo przed przylotem dali jeszcze gorącą kanapkę. O linii lotniczej chyba wszystko. Przechodzę do przylotu..
Przylecieliśmy. I od razu przywitało nas 10 wózków inwalidzkich... Oto jak tam dbają o staruszków.... Poszłam na kontrolę. Tam facet zapytał mnie, dokąd jadę. Zapytał, dlaczego wiza z Moskwy. Powiedziałam, że nie mamy ambasady. Good Luck! I jestem w USA!!!! Teraz idziemy po walizkę... Strasznie się martwiłam, czy ją przełożą we Frankfurcie.... Bo jak ja bez rzeczy. I tak nie mam co ubrać.... Ale tu widzę, jedzie coś zapakowanego, łapię za to.... A tam napisane, że z jakiegoś powodu z JFK (Nowy Jork). Uznałam, że moja walizka, w przeciwieństwie do mnie, już była w NY, ale nie ma tam mojego nazwiska. Po 5 minutach wyjechała moja pierwsza, a po kolejnych 5 druga. I zadowolona idę do wyjścia, a tu wysłali mnie nie do wszystkich ludzi, tylko na kontrolę.... Wtedy zrozumiałam, że jestem obywatelką Białorusi. Ale wszystko bardzo przyjaźnie... Prześwietlili walizki i tyle. GOOODBYE!!!!!! I wychodzę, a tu widzę... Prawidłowo, ciocię Lenę i wujka Wołodię. Radośnie mnie przywitali i potoczyliśmy się na parking. Długo szukaliśmy naszego parkingu, bo tam jest bardzo dużo wszystkiego... I pojechaliśmy... U nich padało, ciemno, a dookoła... Wieżowce... Pięknie. Swoją drogą, wczoraj przejechałam pod oceanem.. Tak, POD....... Mają tam drogę..... Mamy 7 godzin różnicy. U nas teraz jest 12:00.

