Amerykańskie imprezy
Pewnego razu trafiłam ze znajomym na bankiet jakiejś dziewczyny, którą wszyscy gdzieś żegnali na kilka miesięcy. W ten sposób przekonałam się, że imprezy w Ameryce to kopia tych, które pokazują w głupich młodzieżowych komediach.
Amerykańska impreza to zbiór ludzi, którzy ledwo się znają. Tutaj całkowicie normalne jest przyprowadzenie ze sobą przyjaciół lub znajomych. Gospodyni zapytała mnie, czyją jestem przyjaciółką, a ja kompletnie zapomniałam imienia chłopaka, który nas tam przyprowadził. Było zabawnie, gdy przez piętnaście minut wymieniała imiona ludzi, którzy przyszli na imprezę ;) Ale nawet gdy moja koleżanka powiedziała jego imię, gospodyni zdezorientowana spojrzała w sufit: „A kto to jest Tahir, przepraszam?..” W końcu wszyscy pomyśleli, że jestem rosyjskim szpiegiem, bo nagrywałam wszystko kamerą i milczałam )))
Ogólnie rzecz biorąc, impreza była bardzo nudna - bez muzyki i z samymi pijanymi rozmowami o alkoholu i bluzkach (choć dowiedziałam się, że dwóch chłopaków ma dziadków z Ukrainy). Po godzinie uciekliśmy od nich i poszliśmy tańczyć rock-and-rolla do pobliskiego klubu (jeśli będziecie w Waszyngtonie, koniecznie odwiedźcie Black Cat na U street - jedno z najlepszych i najmilszych miejsc w mieście).
Nudni oni są, ci Amerykanie...

