Nowy Jork, powrót do domu, Nowy Jork
17 września
4 rano, siedzę na terminalu autobusowym Port Authority i chce mi się spać. Dobry terminal, na noc go zamykają i wszyscy, którzy mają bilety lub dopiero co przyjechali (jak ja), mogą spać na podłodze i naładować elektronikę. Jest tu mnóstwo rosyjskich studentów. Tu i ówdzie słychać rosyjską mowę, fajnie, egzotycznie =) Idę spać, dobranoc wam, a raczej spokojnych dwóch godzin...
Figa z makiem! Nie poszedłem spać, pojechałem od razu na Brighton Beach. Częściowo dlatego, że czasu było mało, częściowo dlatego, że sfotografowałem zasady zachowania w toalecie na stacji i jakiś czarnoskóry zaczął burzliwie wyrażać swoje emocje w tej sprawie =) Wyjaśniłem mu, że nie ma racji, wyszedł za mną i zaczął krzyczeć, że wezwie policję „na mój tyłek”. Krótko mówiąc, ochrona chyba zrozumiała, że facet jest niepoczytalny, ale ja jednak zrezygnowałem ze spania na stacji.
Za to porządnie wyspałem się w metrze - półtorej godziny w jedną stronę okazało się =) całą drogę przespałem na plecaku. Brighton Beach, Little Russia by the Sea. W krzakach improwizowane toalety, na ogromnej plaży bezdomni przeklinają po rosyjsku, wysportowane babcie już się kąpią, chociaż jest to zabronione - wisi czerwona flaga. Słońce dopiero co wyjrzało zza horyzontu. Jacyś nieprzyjaźni Gruzini łowią „płotki” =)
Szedłem plażą, natknąłem się na napis „We love Russia” na piasku =))) Na Ocean Pkwy (nie wiem, co oznacza ten skrót) połowa szyldów napisana jest po rosyjsku. Wszedłem do jakiegoś centrum edukacyjnego (żeby się wysikać, pardon=) Tamtejszy admin wujek powiedział mi, że Rosjan, dziwnym trafem, w ogóle nie ma, a są ukraińscy Żydzi, których tutaj przyjęło się nazywać Rosjanami. Powiedział też, że żyć tutaj się nie da i jest nieznośnie nudno. Ale, mówi, za dwa lata, cytuję „Rosja zamieni się w upalną pustynię”. I wygonił mnie na ulicę. Spiskowiec =) Poradził zapytać kogoś innego, „może oni będą mieli inne zdanie, ale ogólnie tutaj tak uważają...” Dziwny facet.
Pojechałem do Apple Store, największego w Nowym Jorku, na 5. Alei, taki szklany sześcian. A tutaj czekało mnie rozczarowanie. Ludzi mnóstwo, wszystkie odtwarzacze skończyły się jeszcze przedwczoraj. Pojechałem do Best Buy, też największego. Swoją drogą, w nowojorskim metrze już któryś raz z rzędu nie udaje mi się za pierwszym razem dojechać tam, gdzie trzeba =)) Zazwyczaj przejeżdżam o parę stacji za daleko, stopniowo zbliżając się do celu. Bardzo skomplikowany jest tu system, z tymi pociągami local i express i kilkudziesięcioma liniami =)
W Best Buy też nic nie ma, o nowym Apple iPod touch tutejszy głupi sprzedawca nawet nie słyszał =/ a laptopy tutaj to tylko stare resztki... Dno. Z powrotem do Apple Store. Obdzwoniłem pozostałe dwa - też pusto. Dobrze, że wpadłem na pomysł, żeby zadzwonić z ich darmowych iPhone'ów w sklepie, pieniędzy na moim telefonie zostało na parę sekund. Złożyłem babci życzenia urodzinowe, dodzwoniłem się, tak tam hałasowali, że w ogóle nie było słychać, co babcia mówi, ale super, miło =)
Tylko problem z zakupami =( wychodzi na to, że $40 prowizji za wysyłkę tysiąca po prostu przepadło. A jeszcze ile mama biegała, żeby wysłać, i ja, żeby odebrać =/
No nic, tata mnie pocieszył. Rzeczywiście dno, ale trudno. Przejechaliśmy...
Powiedziałem babci, że pojadę do muzeum, najfajniejszego muzeum historii naturalnej, oglądać kości dinozaurów. Ale na zegarze 2 po południu, samolot o 6, zdążę czy nie? Dziadek powiedział „nie spóźnij się na samolot, nie ryzykuj”, a dziadek nie mówi tak bez powodu. No i po staniu na przystanku metra pół godziny, próbując obliczyć potrzebny mi pociąg do muzeum, zdecydowałem się jechać na lotnisko. Tylko pojadę, zdecydowałem, inną drogą, długą. Jeszcze pół godziny łapałem właściwy pociąg, jechać dwie godziny, ja naturalnie potrzebną stację przespałem, wróciłem, AirTrain, mój drogi - witaj!! =)
Na czwarty terminal po internet ($3 - 4 minuty =/) do odlotu półtorej godziny, nawet mniej. Biegiem na AirTrain, na 1. terminal. Nastrój dobry, dokładniej już nie pamiętam =)
Zrobiłem check-in (tak to się nazywa??) swoją drogą, numery siedzeń, przy oknie i wszystko takie, na oba loty, i do Mediolanu, i do Moskwy razem wydają od razu tam! potem bagaż, mam torbę i plecak turystyczny. W torbie tylko ciuchy i papiery, kiedy jechałem tutaj, wszystko brałem na pokład - teraz nie ma nic do stracenia i zdecydowałem się nadać torbę, spróbować.. Zobaczę, czy dojedzie =) nawet ciekawe, tyle historii o zaginięciu bagażu czytałem...
Wsiedliśmy. Polecieliśmy. Miejsce mam na skraju środkowego rzędu, numer 20D (to wyszło trochę przed skrzydłem) trzeba poznać plany, żeby następnym razem przy check-inie wybić przy oknie. Swoją drogą, siedzenia w samolocie jednak są wygodniejsze (trochę=) niż w autobusie Greyhound.
18 września
8 rano, jestem w Mediolanie, we Włoszech. Przesiadka trwająca całą noc. Wszystko drogie i w euro. Mnóstwo Rosjan wokół, ale na razie nie ciągnie mnie do rozmowy. Odzwyczaiłem się =) Swoją drogą, do Włoch lecieliśmy z dziewczyną z Los Angeles, czarnoskórą Koreanką (joł) =)) Bardzo sympatyczna, z nią z przyjemnością rozmawiałem całą drogę. Na mediolańskim lotnisku jakoś zgadłem, jak się okazało, terminal przyszłego odlotu i położyłem się spać, wśród pozostałych bezdomnych. Samolot o 15:25, więc wszedłem do internetu z automatu, wydałem mnóstwo pieniędzy (4 euro), ale wiadomość wysłałem.
Wsiedliśmy. Polecieliśmy. Tutaj już dwa rzędy, po trzy siedzenia, ale ja i tak jestem przy przejściu =/ Mój fotel numer 11C, układ taki - /|ABC DEF|/, samolot chyba A-305, czy to nie to?
Tutaj pokazują kino, z Nicholsonem, jechać wygodnie, tak jak w poprzednim samolocie miejsce pośrodku mojego rzędu jest puste. A za oknem właśnie były te góry, włoskie, piękne, Alpy!
Jestem tak zadowolony, że książkę o Indianach jednak kupiłem! Nazywa się Indian Spirit, wyszło tak, jakby bogowie zamienili mi jeden przewodnik na drugi. Tam w książce jakby rozwijają się moje własne smutne myśli, tylko ustami indiańskich wodzów! Zajmę się tym... Swoją drogą, inni pasażerowie też interesują się książką, Włoch z żoną wzięli ją przejrzeć, już godzinę przeglądają =) Lot do Moskwy powinien zająć dwie i pół godziny.
Jestem w Rosji! Wszystko super, podoba mi się! Trochę brudno, w porównaniu z mediolańskim i nowojorskim lotniskiem, przy wejściu do terminala (od wewnątrz, jeśli iść z przyleciałego samolotu) wisi brzydkie „Welcome to MoskoW”, litery W wyróżnione na czerwono, płótno pomarszczone, w plamach, ogólnie naprawdę brzydkie powitanie =)) Przed kontrolą paszportową kolejka, i co wkurza - tutaj palą. Odzwyczaiłem się =/ W tej poczekalni przed kontrolą paszportową jest tylko jeden sedes w toalecie. Pod względem czystości taki sam jak na dworcach autobusowych małych południowych amerykańskich miast =)
Za to można zadzwonić do domu bez tego głupiego trzystopniowego wybierania!!! I wysyłać SMS-y! Drżącymi rękami (no albo nie drżącymi, teraz chce się trochę zdramatyzować sytuację =) ale tak naprawdę było mi wszystko jedno, jakbym nie wyjeżdżał, żadnego przyspieszenia bicia serca u siebie nie zauważyłem) wkładam swoją kartę SIM Tele2. W słuchawce takie znajome sygnały! I moja torba, oddana do bagażu, podchodzę do taśmy - podjeżdża, wita! Dojechała =) Wszystko w porządku, trzeba wydostać się do centrum. Nastrój dobry =) 21:30 czas według naszego. Prawidłowy czas - też miło =)

