IEC Exchange!
Szukaj
Messenger
Webinary
KonkursyProgramyUsługi
Ustawienia
Aleksandr Gorbachev
10 czerwca

Po przeczytaniu bloga kapitana pewnie zauważyliście, że są pewne problemy z zatrudnieniem (kapitan złowrogo się śmieje). Kapitan i jego wierny towarzysz spędzili miesiąc na uczciwym poszukiwaniu pracy, co nie przyniosło żadnych rezultatów. Dlatego zdecydowaliśmy się na desperacki i bardzo ryzykowny krok – poszliśmy do agencji. Agencja nie jest byle jaka, agencja jest rosyjska. Nie, no oczywiście mówili nam, że jesteśmy idiotami, czego zresztą nie negowaliśmy. Po prostu zrozumcie dobrze – kiedy zostaje wam 10 zielonych rubli w kieszeni i 300 dolców depozytu za mieszkanie, szanse na znalezienie pracy przez gazety też są zerowe, sami o tym pomyślcie. Szukać ich nie trzeba, one same was znajdą xD. Po prostu w tej samej rosyjskiej reklamie połowa oferowanych wakatów to agencje, więc tak czy inaczej, na nie traficie.

Nie myśląc długo, zwróciliśmy się do pierwszej lepszej – DELTA SERVICES – ZAPAMIĘTAJCIE TĘ NAZWĘ. Słyszałem wiele różnych opowieści o tym, jak agencje robią w balona dzieciaków, albo po prostu znajdują im pracę, w której nawet Meksykanie (tak, kapitan jest bardzo poprawny politycznie) by nie pracowali. Ale dopóki sam na te grabie nie wejdziesz, nie uwierzysz.

Przyszliśmy do agencji, przywitała nas dziewczyna Ania, która swoją elokwencją najpierw próbowała wysłać nas do pracy w innych stanach (rzekomo wszyscy tam jadą odpoczywać). Maksimum, na co się zgodziliśmy, to praca jako hauskeeperzy w hotelu Crowne Plaza w Englewood, New Jersey, bo tam byliśmy i na własne oczy widzieliśmy swój hotel, że przynajmniej istnieje, odpowiednio pod tym warunkiem, że będziemy tam mieszkać. No, my tacy radośni, za ostatnie 11 dolców kupiliśmy bilety do New Jersey (dzięki Bogu, że w obie strony), przyjechaliśmy, w nadziei, że lokalny recepcjonista czeka na nasze pojawienie się z niecierpliwością. Krótko mówiąc, w końcu okazało się, że nikt nas nie zna i wolnych pozycji hauskeeperów u nich nie ma. Rozmawialiśmy z kobietą z działu kadr, zrobiło jej się nas żal (mieliśmy bardzo smutny wygląd). Kapitan wściekły zaczął dzwonić do agencji, słuchawkę odebrał niejaki Sam (kiedy byliśmy w agencji, tam jeszcze jakiś facet się kręcił) i mówi nam typu „Ania wyjechała dzisiaj podpisać kontrakt w Poconos, będzie jutro”. Kapitan nie tracąc rezonu zaczął go trollować na temat tego, żeby dzwonił do jakiegokolwiek menedżera, żeby jakoś rozwiązać tę kwestię. W końcu sami prosiliśmy, żeby wyszła do nas kobieta z działu kadr i porozmawiała z nami. Krótko mówiąc, nikt na nas nie czekał.

Warunki tej „agencji” są następujące: płacicie 100 martwych prezydentów, wam dobierają wakaty według waszych wymagań, jeśli jeden z nich w końcu wam odpowiadał i zatrudniliście się, z drugiej wypłaty płacicie jeszcze 250 dolców. Jeśli żaden wakat wam nie pasował, oni szukają wam pracy tak długo, aż się nie zatrudnicie. To oficjalna wersja.

Jak wszystko jest naprawdę. Następnego dnia zadzwoniłem po pozostałych hotelach, do jednego się nie dodzwoniłem, w drugim powiedzieli, że oni teraz nikogo nie zatrudniają. Okej. Dzwonię do agencji, na łączach znowu Sam. Mówi, że „Ania gdzieś zniknęła, ona na moje telefony nie odpowiada”. Dobra, chrzanić ją z Anią, szukaj nam pracy sam. Następnego dnia kapitan był zdziwiony. Słuchawkę odebrała jakaś Natasza, która powiedziała, że nie ma pojęcia, kto to S. i A. Tutaj to kapitan zrozumiał, że to kompletna mazafaka. Dalej już czysto z ciekawości sportowej powiedziałem jej, żeby szukała mi tej samej pracy. I co myślicie? Po 2 dniach dzwonię i słuchawkę odbiera Marta! Która w duszy nie wie, kto to wszyscy wyżej wymienieni xDDD. Za pomysł w zasadzie respekt, oni niby pracują, ale personel „zmienia się” tak często, że nikt „nie zdąży” nic znaleźć. Z jednej strony żal tyle pieniędzy, z drugiej strony, skoro już kapitan wziął się za torowanie drogi dla Jedi-pierwszoroczniaków, teraz wiecie, gdzie dokładnie chodzić nie trzeba!

PODSUMOWUJĄC POWYŻSZE: DELTA SERVICES, adres (jeden z wielu): 1723 East 12 Street, na rogu z Kings Highway, drugie piętro; telefon (jeden z wielu): 718 975 04 17. Oni także „świadczą usługi” w szukaniu mieszkania (to nam już opowiedzieli poszkodowani).

UWAGA! WSKAZÓWKI DO ZASTOSOWANIA TYCH DANYCH: kiedy będziecie szukać pracy/mieszkania w rosyjskiej reklamie (a będziecie, przysięgam), i zupełnie przypadkiem traficie na jakąś agencję, zapytajcie, jak się nazywa. Jeśli jakoś inaczej, po prostu wyślijcie w las, jeśli ta sama, to nie zapomnijcie powiedzieć frazy „Aaaa! Ta sama agencja! Tak-tak-tak, słyszeliśmy. Was przecież ostrzegali, że do was więcej nikt ze studentów nigdy nie przyjdzie”. Zróbcie przyjemność kapitanowi))))). Możecie nawet po prostu tak zadzwonić, powiedzieć. Nie żal mi 100 dolców, najważniejsze, żebyście nie trafili w taką samą sytuację.

PRZESŁANIE DO JEDI J-1!

A teraz o dobrym. Sąsiad kapitana, kapitan Ravshan, który przyjechał na zielonej karcie, poszedł do centrum pomocy imigrantom – Camba. To państwowa instytucja, do której można przyjść i powiedzieć „Przyjechałem, nie mam pracy, nie mam chaty”. Oni przeszkolą, wyślą do pracy i znajdą chatę. Sam Ravshan przeszedł kursy security i teraz pracuje w kantorze (z polecenia tej samej Camby), który zapewnia ochroniarzy na różne obiekty. Wszystko porządnie, szlachetnie, na czek.

Kapitan długo wątpił, czy może ze swoim statusem tam się pchać. Dzwoniąc, byłem w szoku – oni w ogóle nie wiedzą, co to J-1, oni znają albo F1, albo H2B (albo wiza studencka, albo czysto pracownicza). Tam zazwyczaj przychodzą ludzie albo w ogóle bez jakichkolwiek dokumentów, albo z zielonymi kartami. Kapitan zjawił się tam, i wszyscy usiedli – „Kto taki, skąd się wziął, co z tobą robić?”.

Teraz do rzeczy. Po obejrzeniu wszystkich moich dokumentów (formularz DS-2019, paszport z kartą I-94, social security card), powiedzieli mi, że niby wszystko jest ništjak, ALE! Im niezbędny jest ekwiwalent High School Diploma – to nasz szkolny atest dojrzałości, który wydaje się po ukończeniu 11 klasy. W czym rzecz. On musi być przetłumaczony na język angielski i poświadczony tutaj, w Ameryce. Bez tego was nijak nie mogą wziąć do programu zatrudnienia.

Kapitan, jak zawsze, toruje drogę dla Jedi J-1, żeby wszystkim nam łatwiej się żyło. Jednak kapitan na razie sam nie skumał tej schematu z tłumaczeniami i poświadczeniami. DLATEGO KAPITAN REKOMENDUJE: jeśli macie możliwość wziąć ze sobą oryginał swojego atestatu – weźcie! KAPITAN NA RAZIE NICZEGO NIE OBIECUJE, tak jak sam dopiero wchodzi w ten schemat, i u mnie samego nie ma możliwości dostarczyć oryginału do tłumaczenia, tylko poświadczoną (w Rosji) kopię (żeby nie powiedzieli, że ja sam to narysowałem). Kapitan Ravshan już przez to przeszedł i mówi, że wszystko to, co on tłumaczył w Taszkencie, tutaj w cholerę nikomu nie jest potrzebne (ale on miał oryginał). Mówi, że na Brighton to można zrobić za 10-15 dolarów.

TAK! Zapomniałem wspomnieć, że kursy, które trzeba przejść przed zatrudnieniem – SĄ BEZPŁATNE! Oczywiście w tym przypadku, jeśli macie Social Security Card. Na tego samego security szkolą 5 dni, po 8 godzin dziennie. Oprócz wszystkich dokumentów wy (rzekomo) musicie mieć staż pracy (jakikolwiek, gdziekolwiek, kimkolwiek) nie mniej niż 6 miesięcy. Papierków z pracy nikt nie będzie sprawdzał, po prostu na wszelki wypadek zadbajcie o to, żeby ktoś (w ojczyźnie) mógł potwierdzić, że pracowaliście gdzieś/kimś/kiedyś.

PODSUMUJMY: Jeśli wierzycie w kapitana i jego proroctwa, to bierzemy atestat z uniwersytetu, albo robimy kopie wzdłuż i wszerz, jedną z nich poświadczamy notarialnie (na wszelki wypadek). Za butelkę wódki dzwonimy do byłego szefa i mówimy mu, że wy u niego pracowaliście minimum pół roku. Śledzimy blog kapitana w przededniu dalszych proroctw.

Jeśli kogoś interesuje, oto strona organizacji – www.camba.org

🎬
SeriaDziennik kapitana
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz

Autor postu

300
Aleksandr Gorbachev

Studiuję w Instytucie Matematyki i Informatyki na kierunku Bezpieczeństwo Komputerowe, pracowałem jako projektant prasowy i jestem muzykiem.

Część serii

🎬
SeriaDziennik kapitana