Moja podróż do Ameryki zaczęła się w północnym mieście Surgut. Najpierw musiałam dotrzeć do Tiumeni. 3-go o pierwszej w nocy odprowadzono mnie na pociąg i w myślach pożegnałam się z rodzinnym miastem na 4 miesiące. Nie powiem, żebym rozstawała się z miastem ze smutkiem, raczej byłam w oczekiwaniu na coś o wiele ciekawszego. Droga do Tiumeni zajęła 12 godzin pociągiem, cały ten czas przespałam po nieprzespanym tygodniu)) W Tiumeni spotkałam się z dawnym przyjacielem, a już o 19:40 samolot wystartował w kierunku Moskwy. Przylecieliśmy na Domodiedowo, przechodziłam obok czekających i natknęłam się na mężczyznę z kwiatami... pytał "Are you Tanya?" i galanteryjnie wyciągnął bukiet... a ja odskoczyłam od niego i popędziłam przed siebie) (choć pewnie powinnam była wziąć bukiet, ha...) W Moskwie miałam 10-godzinną przesiadkę! Myślałam, że to koniec, spędzę noc na lotnisku w dumnej samotności. Ale nic z tego, zadzwoniliśmy do kuzyna i on z przyjacielem wozili mnie po Moskwie) Nic nie zobaczyłam, ale świetnie spędziłam czas))) O 3 w nocy byłam już na odprawie na samolot Moskwa-Londyn. Prawie cały samolot był wypchany studentami J-1))) Załoga była angielska, tylko jedna stewardesa mówiła po rosyjsku. To było ciekawe, rozmawiać z Anglikiem nie na kursach, a w prawdziwym życiu)) Do Londynu lecieliśmy 5 godzin. Już wtedy byłam fizycznie wyczerpana, ale czekała mnie przesiadka 6 godzin w Londynie i 7 godzin do Nowego Jorku. To była najdłuższa i najbardziej nudna przesiadka w moim życiu(( Siedzieliśmy w terminalu, obeszłam sklepy chyba z 500 razy. Jedyny problem to to, że ich walutą są funty, a ja miałam tylko dolary, a tak chciałam kupić pamiątki... Zdziwiło mnie, ile książek kupują, dział książkowy był najpopularniejszy. Nie było końca mojej radości, gdy zaczął się boarding! a przecież przede mną jeszcze 7 godzin, choć pocieszałam się myślą o przespaniu wszystkich 7 godzin, ach jaka byłam naiwna))) Leciałam liniami Virgin Atlantic. Od razu rozdali słuchawki i w prezencie zestaw podróżnika: opaskę na oczy, skarpetki, długopis, szczoteczkę i pastę do zębów, wszystko w firmowym czerwonym kolorze))) W skrócie, przez te 7 godzin ciągle nas czymś karmili: danie główne, lody, deser, cukierki, różne napoje, jak rozumiecie, nie udało się wyspać. Do tego nie było ani jednego filmu po rosyjsku(( I oto przylot do Nowego Jorku. W duszy było tyle radości, tyle emocji, że oto ona, Ameryka!! Przeszliśmy przez cło, odebraliśmy walizki i już kierowałam się do pociągu, gdy zobaczyłam Daszę, przyjechała mnie przywitać) mieliśmy jechać do Virginia Beach, ale szybko przemyśleliśmy i zdecydowaliśmy zostać tutaj)) Na pierwszy dzień zameldowaliśmy się w motelu za 60$, gdzie w końcu wzięłam prysznic i wyspałam się na ogromnym łóżku. Tak właśnie zaczął się mój pobyt w Ameryce)))
