Niby w obcym kraju... Żadnych krewnych... Ale znajomych można spotkać na każdym kroku...
Może to naprawdę zależy od tego, jacy to znajomi... a dokładniej w San Francisco zależy to od tego, jaką orientację ma ta osoba...
Ostatnio do mojej restauracji przyszła grupa 4 osób. Mama, tata i 2 mężczyzn... z obrączkami na palcach!... To ja obsługiwałam ich stolik!!!
Rozmawiali ze sobą takim słodkim tonem... I nagle do mnie dotarło... że to "słodziaki"!!!!! no my tak nazywamy gejów...
Przez całą kolację trzymali się za ręce... A tata i mama to rodzice jednego z nich, którzy przyszli ich odwiedzić... Biedni rodzice... Jaką trzeba mieć psychikę, żeby uświadomić sobie, że twoje dziecko nie jest takie jak wszyscy i kocha nie dziewczynę, jak zaplanowała matka natura, a chłopaka!!!!
Po pracy wróciłam do domu, sprawdziłam zdjęcia z parady gejów i znalazłam zdjęcia tych słodziaków... Możecie zobaczyć w moim albumie... Są w różowych koszulkach z napisem "I love my INDIAN"

