4 lipca wszyscy – ja, moja pracodawczyni i cała jej rodzina – pojechaliśmy do innego miasta, do domu brata ojca Melissy, mojej pracodawczyni. Sama nie zrozumiałam)))
Zebrała się tam masa ludzi – głównie starszych.
Przedstawiano mnie wszystkim, a na słowa „To Natalia. Jest z Syberii” wszystkim oczy wychodziły z orbit i sypały się głupie pytania: „O, Syberia – tam przecież cały rok jest śnieg, zimno, prawda? A niedźwiedzie?” i tym podobne.
Już w pierwszym miesiącu znudziło mi się tłumaczenie, że nie mieszkam w tajdze ani na biegunie północnym, więc następnym razem opowiadałam takie bajki o mrozie, że uszy im więdły.
A mnie to śmieszy!!!
Spotkałam Amerykanów, którzy nawet nie wiedzą, że istnieje taki kraj jak Rosja!!
Moim zdaniem to poważna diagnoza...
Ale ogólnie rzecz biorąc, jeśli nie myśleć o ich zdolnościach umysłowych, to najbardziej gościnni i przyjaźni ludzie, jakich kiedykolwiek spotkałam))))

