Nigdy nie wiem, kiedy obudzi się we mnie kreatywność. Myślałem, że będę pisał o Europie lub Ameryce, kiedy mieszkałem tam latem 2003 i latem 2004 roku. Ale nie napisałem o nich absolutnie nic. I dopiero później, kilka lat później, coś zaczęło się kształtować, a słowa przelały się w zdania. W ciągu ostatniego roku, po wydaniu „Książki o marzeniu”, napisałem nie więcej niż dziesięć stron. A przez pewien dłuższy czas (przynajmniej pół roku) nie pisałem wcale. Nie przypuszczałem, że w RPA nagle zacznę pisać... A to, że będę pisał właśnie o życiu tutaj i moich odczuciach z nim związanych — w ogóle nie przyszło mi do głowy.
„Władca słów” — brzmi niemal magicznie. I fajnie. Ale nie, to nie ja. Na razie. To Oscar Wilde. Myślę, że sam wymyślił to wyrażenie. I sam siebie tak nazywał. I rzeczywiście był...
ALEKSIEJ
Najwyraźniej o Aleksieju warto opowiedzieć osobno. Prawda, raczej nie uda się teraz, ale za półtora miesiąca — obiecuję! Cóż, to ten sam Aleksiej, o którym wspominałem wielokrotnie. Jest z Magnitogorska. To z nim pisałem, kiedy planowałem się tu znaleźć. Więc: Aleksiej mieszkał tutaj od września zeszłego roku do końca kwietnia tego roku.
W marcu 2008 roku do portu w Kapsztadzie przybił duży rosyjski statek naukowo-badawczy „Akademik Fiodorow”. Aleksiej i Katia poznali niektórych marynarzy i jednego profesora z tego statku. Przez te trzy dni, kiedy statek stał tutaj, zaprzyjaźnili się z niektórymi członkami załogi. A Leszka w ogóle pił z profesorem przez te wszystkie dni na umór... Takie słuchy do mnie dotarły... Leszka, według opowieści dziewczyn, to niezły pijak. Ale o tym powiedziałem i więcej nie będę. Wybaczcie, jeśli co, moją niechęć do tego typu hobby...
Więc: Aleksiej tak zaprzyjaźnił się z tymi towarzyszami z „Akademika Fiodorowa”, że zaprosili go teraz ze sobą na wyprawę naukową na Antarktydę! Nie, możecie sobie coś takiego wyobrazić? Gdzie chłopak z Magnitogorska (gdzie płynie tylko rzeka Ural, niezbyt głęboka, choć w rejonie miasta żeglowna) może znaleźć gigantyczny statek, żeby wyruszyć nim na powitanie nowego roku na Biegunie Południowym?! Tylko w Kapsztadzie, gdzieżby indziej?! ?
Będzie tam pracował z kucharzami (w końcu to były barman!)
5 listopada odpływają z Rosji (jeszcze nie wiem, z jakiego miasta). Rejs potrwa około miesiąca z czterodniowym postojem w Niemczech. W pierwszych dniach grudnia będą u nas. Leszka obiecał zadzwonić do mnie lub Katii, jak dotrą.
Udało mu się dwa lata z rzędu, najpierw powitać Nowy Rok w Afryce, a teraz prawdopodobnie powita go na Antarktydzie! Cóż, marzenie romantyka, doprawdy!
30 października 2008. Słoneczny Kapsztad

