Kolejna podróż autobusem i jesteśmy w Salt Lake City. Miasto nie jest zbyt duże, mimo że jest stolicą stanu. Chyba jego główną atrakcją jest świątynia mormonów. Tak, zapomniałam dodać, że Utah, a w szczególności Salt Lake City, jest stolicą mormonów. Pewnie nie wszyscy wiedzą, kim oni są. Nazwałabym ich sektą, choć sami pozycjonują się jako... Mimo że za podstawę swojej nauki przyjęli Biblię, niektóre z ich zasad wydają się dziwne i dzikie dla chrześcijan i katolików. Na przykład u mormonów dozwolone jest wielożeństwo. Ale najbardziej uderzył nas przepych i rozmach, z jakim zbudowali kościół, centrum konferencyjne, ogrody i inne, mniejsze budynki. Do samego kościoła wpuszczają tylko swoich, ale po centrum konferencyjnym można pospacerować. Znajdują się tam największe na świecie organy, które mogą pomieścić 20 tysięcy osób. Dach tego budynku wykonany jest z granitu i waży około 8 ton. Na dachu znajdziecie ogrody, przy czym nie są to jakieś kwiatki i krzaczki, ale prawdziwy las! Ale centrum konferencyjne imponuje nie tylko swoim rozmachem, ale także wystrojem wnętrz: drewniane panele, obrazy, fontanny... Krótko mówiąc, wszystko to bardziej przypomina siedzibę udanej korporacji niż miejsce spotkań wierzących.
