I się zaczęło, wszystko ruszyło z kopyta... Ankieta, płatność, szukanie pracy! Fora, strony internetowe... nieprzespane noce w sieci.
Do instytutu przychodziłam teraz z uśmiechem na ustach, bo wiedziałam, że mam cel, mam coś własnego.
Założyłam osobny adres e-mail i zaczęłam szukać pracy. Od razu zdecydowałam, że chcę na plażę, do kurortu! Ale nie tam, gdzie jest pełno Rosjan. Początkowo każde słowo tłumaczyłam w słowniku, było nawet ciężko, ale fascynująco. Potem wręcz przeciwnie, wszystko stało się łatwe, ale już nie tak ciekawe. Czytałam fora, próbując znaleźć nieznane jeszcze sposoby na znalezienie pracy, i oprócz wiadomości o tym, gdzie można "kupić ofertę", znalazłam tylko kilka wartościowych informacji.
Jak tylko przychodziła wiadomość z agencji o jakichś nowościach, znów zabierałam się za poszukiwania. I bezskutecznie!

