Pojechałam wieczornym autobusem z SF do LA, prawie całą noc w Greyhoundzie zmarzłam... po przyjeździe na stację (downtown LA), byłam trochę zdziwiona stanem miasta i tym, że w ogóle nie wiem, jak dokładnie dotrzeć do swojego hostelu (zarezerwowałam hostel, który poleciła mi dziewczyna, ale potem bardzo żałowałam, że w nim mieszkałam, bo nie znajduje się w samym LA, tylko w Inglewood i z tamtąd do Hollywood jedzie się około 2 godzin... )... Na stronie hostelu napisano, że trzeba dotrzeć na lotnisko, a potem stamtąd shuttle dowiezie mnie do hostelu... Ledwo dotarłam na lotnisko: najpierw jednym autobusem, potem drugim... A na lotnisku czekałam jeszcze 2 godziny, bo nijak nie mogli przysłać po mnie shuttle... byłam taka zła... tak zmarzłam stojąc przy tej drodze w oczekiwaniu na shuttle(( Po przyjeździe na miejsce, szybko próbowałam się zebrać i pojechać do Hollywood... ale szybko oczywiście nie wyszło, bo trzeba jechać 2 autobusami... przy czym jednym z nich mogłabym od razu ze stacji dotrzeć do hostelu (ale zamuliłam i zrobiłam tak, jak napisano na ich stronie)... po 2 godzinach drogi trochę pospacerowałam po alei gwiazd... poznałam chłopaka z Irlandii, sprzedawał bilety na wycieczkę autobusem... to był pierwszy raz, kiedy świadomie chciałam posadzić swoją piątą część ciała w samochodzie i patrzeć tylko na to, co ci pokazują... ale potem nawet nie żałowałam, przejechałam się, zobaczyłam domy celebrytów (dokładniej płoty), Beverly Hills... ogólnie wszystko poszło dobrze, potem wróciłam do hostelu... też z wielkim trudem, bo autobusy kursują bardzo rzadko... Następnego dnia znowu się zebrałam i postanowiłam pojechać do parku rozrywki (Universal Studios), zdecydowałam się jechać pociągiem (metrem), ten rodzaj transportu bardziej przypadł mi do gustu... spokojnie dotarłam, trochę przeszłam pieszo do parku... stałam w kolejce po bilety, ale dzień w parku minął cudownie, wszystko mi się podobało. Nie licząc tego, że miałam dużo rzeczy i postanowiłam włożyć je do szafki, byłam przyzwyczajona do systemu, który był w hostelu w NY, najpierw wkładasz rzeczy, a potem przez automat płacisz... znalazłam otwartą szafkę i włożyłam rzeczy, ale zapłacić się nie udało... Okazało się, że w parku jest zupełnie inny system, najpierw trzeba zapłacić, a potem szafka się otwiera i wkładasz do niej rzeczy, no cóż, tylko mi mogło się przydarzyć, że jakoś udało mi się znaleźć otwartą szafkę... w efekcie musiałam biec do konsultantów, zaprowadzili mnie do informacji, zaczęłam opowiadać, co i jak... pytali mnie, co to za rzeczy, jakiego koloru... w efekcie otworzyli szafkę i pokazali, jak trzeba płacić... uff, bardzo się tam przestraszyłam... Ale atrakcje i sam park są bardzo fajne! W drodze powrotnej chciałam znowu wpaść do Hollywood, żeby zrobić sobie zdjęcie z podpisem Johnny'ego Deppa... szłam chodnikiem, czytałam imiona gwiazd, a potem bum i wpadłam na bramę, przy której stał ochroniarz... obeszłam drogę... i widzę (z drugiej strony drogi), że ogrodzili ulicę, bo to była premiera) więc postanowiłam poczekać, może zobaczę kogoś z gwiazd, odległość okazała się stosunkowo duża, ale mimo wszystko zobaczyłam)) Pamela Anderson... kurczę, ona jest cała sztuczna... A dłużej stać nie chciałam, bo byłam zmęczona... i pojechałam do hostelu... Następnego dnia postanowiłam pojechać na Long Beach, znowu pociągiem... tam jest bardzo piękna dzielnica... bardzo mi się podobało... mimo że było chłodno, i tak poszłam się kąpać... Po morzu pojechałam znowu do Hollywood, żeby dokończyć swoją misję i jednak zrobić sobie zdjęcie z autografem Johnny'ego Deppa... I zrobiłam to, byłam bardzo szczęśliwa)) Potem wróciłam do hostelu, uznałam, że nie mogę dłużej zostać w LA, jest zimno i surowo, i postanowiłam, że pojadę do San Diego... znalazłam sobie nocleg... I następnego dnia dotarłam na stację Greyhound i kupiłam sobie bilet na najbliższy autobus do SD... i wyjechałam... To była chyba najprzyjemniejsza podróż autobusem... tylko 4 godziny, chociaż z przystankami, ale za to tam jest takie piękno: droga do Disneya, Ocean City... bardzo pięknie i słonecznie... Wychodząc z dworca autobusowego w SD, zrozumiałam, że tam jest bardzo dobrze...




