Pracowałam w zamku, gdzie wszystkie pokoje były w takim samym stylu jak ten)))
Łóżka miały tam materace z pierza, które trzeba było ubijać, jak za dawnych czasów – zresztą cały system ścielenia łóżek był starodawny.
Zajęło mi chyba półtora tygodnia, żeby zapamiętać, które prześcieradło pasuje do której narzuty)))
I te okropne prześcieradła – wszystkie w różnych rozmiarach, w zależności od łóżka – na początku ciągle się myliłam – ciężko było ścielić łóżko cztery razy dziennie))
A kiedy się przyzwyczaiłam, zaczęłam robić wszystko szybko i dobrze – ale w tamtym momencie zrozumiałam, że płacą mi za godziny)))) i czego ja w pracy nie robiłam – byle tylko nabić więcej godzin!!!!
Wszyscy studenci tak mają – po przyjeździe pracują jak woły, robią wszystko dokładnie tak, jak kazano, a potem rozumieją, że wcale nie trzeba się tak bardzo starać.
Ja i tak pracowałam lepiej niż Amerykanie z tego samego hotelu) Kiedy nadszedł czas wyjazdu (chciałam trochę pozwiedzać), pracodawczyni prosiła, żebym została – posłuchałam jej – zostałam jeszcze na 4 dni – ale potem miałam dość – podróżowanie przed powrotem do domu to rzecz święta!!!
Zaprosili mnie, żebym wróciła do nich za rok, ale nie chciałabym już tak pracować – zbyt ciężko – a płacili tylko 9 dolarów za godzinę (to przed odliczeniem podatków).
Swoją drogą, w środku lata za moją ciężką pracę podnieśli mi pensję!!!! zgadnijcie o ile)) o 25 centów))) Niby drobiazg, ale miło!!!

