Dokładnie miesiąc temu tu przyleciałam. Nawet nie chce się wierzyć, że miesiąc temu dopiero poznałam dziewczyny i Gregory'ego, i spacerowaliśmy po NYC o 2 w nocy) Mam wrażenie, że to było całkiem niedawno. Swoją drogą, Greg napisał mi dzisiaj, że jest na Long Island i moglibyśmy się zobaczyć. Jestem jak najbardziej za, mam nawet siłę i chęci, ale pracuję dzisiaj do wieczora, a jutro rano też idę do pracy, więc spotkanie nie wypaliło(
Ale los chciał, żebym nie zapomniała dzisiejszej daty) W nocy, przed snem, wczoraj (a dokładniej dzisiaj) mój tablet nie chciał się ładować. W dzień działał normalnie, ale się rozładował, próbowałam naładować - nie reaguje. Myślę, że problem leży w ładowarce, więc trzeba będzie kupić nową. A na razie jestem bez internetu. Mój chłopak i rodzice pewnie wpadną w panikę, więc muszę wyjść od Veroniki i napisać, że wszystko w porządku.
Do tego wszystkiego dzisiaj skończył się mój pakiet i trzeba było doładować konto, a ja zapomniałam, więc zostałam zupełnie bez łączności) Biorąc pod uwagę, że z Veroniką miałyśmy rano zaplanowaną pralnię, a ona nie mogła się do mnie dodzwonić.
Jeszcze ta babcia, u której mieszkam, zrobiła rano zamieszanie, u niej piątek to dzień sprzątania. Wyrzuciła mnie z pokoju i zaczęła zmieniać pościel, odkurzać.. W skrócie, dom wariatów)
Ale potem i tak przyjechała Veronika, pojechałyśmy, opłaciłyśmy telefon, zrobiłyśmy pranie i próbowałyśmy kupić mi nową ładowarkę, ale takiej nie było w sklepie..(
Ogólnie dzień dzisiejszy jest przepełniony wydarzeniami i jakimiś drobnymi niepowodzeniami) Pewnie po to, żebym nie zapomniała, że jestem w Ameryce już cały miesiąc))

