Wow, nie spodziewałam się dzisiaj takiego obrotu spraw! Wróciłam do domu po pracy i napisał do mnie Rich. Wyjeżdża jutro do Europy na czas nieokreślony, a może nawet na całe życie. Próbuje się ze mną pożegnać już od tygodnia, a mi ciągle się nie chce. Wiem, jestem taka niewdzięczna! Ale dzisiaj w końcu postanowiłam odłożyć wszystkie sprawy na później i poświęcić mu czas.
Rich przyjechał do mnie z laptopem, żebyśmy obejrzeli film, a potem zaczął mnie namawiać, żebyśmy poszli do baru się zabawić. Szczerze mówiąc, po całym dniu pracy i półtorej godziny jazdy na rowerze, jakoś nie miałam ochoty nigdzie wychodzić i na wszelkie sposoby się opierałam. Ale w końcu zdecydowałam się pójść na godzinkę, a potem wrócić. Tym bardziej, że miało tam być free food, a nowe znajomości nigdy nie zaszkodzą. Poza tym nie przyjechałam do tej Ameryki tylko po to, żeby pracować i spać w domu!
Dotarliśmy do baru, zjadłam free food. Było tam koreańskie jedzenie (och, ci Amerykanie uwielbiają kuchnie z całego świata!), bardzo, bardzo smaczne! Poznałam tam parę jego znajomych. Wszyscy byli tak zdziwieni, że jestem tu sama, a kiedy dowiadywali się, że to moja pierwsza podróż w życiu, mówili: „Wooow!!! Welcome!”. Amerykanie to bardzo mili ludzie! Siedzimy w tym barze, a tu nagle jakaś dziewczyna podchodzi do Richa i pyta z wyraźnym rosyjskim akcentem: „Is this bartender your brother?”. Serio, dokładnie tak, piszę to teraz bez żadnej przesady! Rich zaczął z nią rozmawiać i okazało się, że ona też jest z Rosji! Początkowo myślałam, że też przyjechała przez Work and Travel USA. Ale po rozmowie z nią dowiedziałam się, że ma 31 lat, mieszka tu już około 8 lat, przeprowadziła się, wychodząc za mąż za Amerykanina. Ale małżeństwo się nie udało i teraz mieszka ze swoim chłopakiem. I jak się okazało – mieszka całkiem blisko mnie, na sąsiedniej ulicy! Swoją drogą, tak dziwnie było rozmawiać z nią po rosyjsku, bo już czwarty tydzień mówię wyłącznie po angielsku! Nawet niektóre słowa czasami same wyrywały mi się po angielsku.
Z wyglądu Weronika (tak ma na imię moja nowa znajoma) wydaje się być w porządku. Ale straszne historie o Rosjanach w Ameryce nie dają mi spokoju. Zawsze nam mówiono – nie zadawajcie się z Rosjanami w Ameryce. Ale Weronice z jakiegoś powodu ufam.
Po barze pojechaliśmy do domu moich nowych znajomych. To nawet dziwne, spróbuj w Rosji pójść do domu nowo poznanych osób, to przecież straszne! Ale tutaj wszystko jest inaczej. Instynkt samozachowawczy tutaj słabnie, bo wokół jest tak spokojnie, nie ma tego strachu, że cię gdzieś wywiozą albo zrobią coś złego. Na przykład w Moskwie zawsze trzymam telefon, 10 razy sprawdzam kieszeń, nie spuszczam go z oczu, bo często mogą go ukraść. Tutaj zapominam, gdzie go położyłam! Po prostu czuję, że nie ma się czym martwić. Dlatego pewnie bez żadnego strachu pojechałam do domu ludzi, których ledwo znam!
Przyjechaliśmy i znowu poczułam się jak w filmie. Znowu te amerykańskie domy, chyba nigdy nie znudzi mi się chodzenie tutaj w gości! Weronika jeszcze mnie nakarmiła, a potem odwiozła do domu. Niesamowite, co za znajomość! Do tej pory jestem w jakimś dziwnym, euforycznym stanie.

