Do ostatniego dnia wyjazd do Ameryki wydawał mi się czymś nierealnym i fantastycznym. Biegałam po uczelni z kartą egzaminacyjną, zaliczałam przedmioty i egzaminy, pakowałam walizki, ale wydawało mi się, że to wszystko dzieje się naprawdę... Zrozumiałam, że nie ma odwrotu, dopiero gdy przekroczyliśmy polską granicę. Obejrzałam się za siebie i pomyślałam, że to już... to koniec. Ale to nie był koniec, a dopiero początek!
Dla osób wyjeżdżających po raz pierwszy, zwłaszcza dla tych, którzy nie podróżują często, radzę zwrócić uwagę na kilka drobnych, ale ważnych szczegółów! Po pierwsze, nie bierzcie ze sobą za dużo rzeczy! Prawdopodobnie każdy, kto był w Ameryce, podpisze się pod tą radą! Nie ciągnijcie ze sobą litrów szamponów, perfum i kosmetyków! Kupcie wszystko na miejscu! Co więcej, chcę zaznaczyć, że jakość kosmetyków i szamponów w Ameryce jest o klasę wyższa niż rosyjskich! Więc przelejcie do jakiegoś małego pojemnika trochę szamponu i żelu pod prysznic, żeby umyć się 2-3 razy, to maksimum, czego potrzebujecie! Nie pakujcie ciężkich toreb, będziecie musieli spędzić z nimi bardzo dużo czasu. To samo dotyczy ubrań. Dziewczyny, nie ciągnijcie ze sobą całej swojej garderoby! Weźcie tylko to, co najpotrzebniejsze (choćby nie wiem jak ciężko było zostawić w domu ulubiony ciepły sweter, raczej nie będzie wam potrzebny, jeśli lecicie na Florydę). Choć oczywiście warto wziąć parę ciepłych rzeczy, zwłaszcza jeśli zamierzacie podróżować autobusem. Klimatyzatory tam są po prostu zabójcze! Siedziałam w swetrze i pulowerze, dodatkowo owinięta ręcznikiem jak kocem! I tak się przeziębiłam. Dobra, o tym, jak najlepiej poruszać się po Ameryce, opowiem nieco później.
Przed podróżą warto też zadbać o nocleg w Nowym Jorku, jeśli nie jedziecie przez full service, i wcześniej kupić bilety tam, gdzie musicie dotrzeć! Po prostu po licznych transferach, przesiadkach i 9-godzinnym locie raczej nie będziecie mieć siły ani ochoty czegoś szukać, o wiele łatwiej jest jechać na gotowe. Być może ktoś uzna, że piszę teraz oczywiste rzeczy, ale jeśli znajdzie się choć jedna osoba, której to pomoże, to znaczy, że nie starałam się na próżno)
Swoją drogą! W żadnym wypadku nie bierzcie do bagażu podręcznego płynów!! W ogóle żadnych! Nie powinno być ani wody, ani żeli, ani szamponów, ani perfum! Należy również wykluczyć lakiery, nożyczki (nawet do manicure), pilniczki i oczywiście noże! Wszystko zabiorą przy kontroli i wyrzucą, potem będzie bardzo przykro. Znam tę zasadę od dawna, ale z jakiegoś powodu zapomniałam przełożyć do torby żel do mycia twarzy, prawda, że trafił mi się bardzo miły Polak, który widząc moją smutną minę, pozwolił zostawić tubkę. Ale myślę, że to bardzo rzadki wyjątek i tylko dziewczyny powinny na to liczyć.
Co tam dalej..? ) po rejestracji, oddaniu bagażu i kontroli celnej czeka nas duty free i długo wyczekiwany samolot. Ehh... Samoloty międzykontynentalne to coś innego... Nie warto ciągnąć kanapek z domu, po pierwsze dlatego, że mogą je zabrać przy kontroli, a po drugie dlatego, że w samolocie karmią po prostu wyśmienicie. Właśnie w tym momencie, kiedy jesz sernik, pijesz białe wino (tak, tak, alkohol jest tam darmowy i dają go od 18 lat, przynajmniej niemiecka linia lotnicza miała właśnie takie zasady) i patrzysz przez iluminator na rozciągający się poniżej bezkresny Atlantyk, rozumiesz, że życie w sumie nie jest takie złe... Z lotu pozostały nam tylko pozytywne wrażenia, bo tylko jedliśmy i spaliśmy. Poza tym po prostu uwielbiam niebo. A te trzy rundy honorowe, które zrobiliśmy nad Nowym Jorkiem, czekając na wolny pas do lądowania, sprawiły mi mnóstwo przyjemności. Udało się dostrzec nawet Statuę Wolności, stojącą samotnie na wyspie, oraz Empire State Building.

